
Od ogólnej WA do technicznej specjalizacji – rozmowa z Justyną Jachołkowską
Tak Justyna pisze o sobie:
Nazywam się Justyna Jachołkowska, wspieram twórców cyfrowych oraz przedsiębiorców w kwestiach technicznych związanych z obsługą newslettera i strony internetowej. Tworzę strony minimalistyczne, wydajne, które także dobrze wyglądają na każdym urządzeniu.
Justynę znajdziesz na:
www.asystentkazinicjatywa.pl
instagram: www.instagram.com/asystentka.zinicjatywa
linkedin: www.linekdin.com/in/justyna-jachołkowska
Do posłuchania
Rozmowa w zapisie:
Sylwia:
Cześć, cześć! Witam was serdecznie na kolejnym nagraniu z cyklu Specka na Onlajnie. Moim gościem jest dzisiaj Justyna Jachołkowska. Justyno, na początek kilka słów o tobie.
Justyna:
Cześć, witam was serdecznie. Jestem Justyna i w internecie znacie mnie pod nazwą Asystentka z inicjatywą. Tak działam chyba od trzech lat – wcześniej miałam bloga pod inną nazwą, ale jako Asystentka z inicjatywą od trzech lat, wtedy zmieniałam domenę. Miałam już jakieś podstawy WordPressa, a wcześniej zajmowałam się social mediami i drobnymi sprawami asystenckimi.
Sylwia:
Czyli wirtualna asysta to twój konik. Jak to się stało, że zostałaś wirtualną asystentką? Coś cię popchnęło – zobaczyłaś reklamę kursu i stwierdziłaś „dzisiaj będę wirtualną asystentką” – czy wcześniej pracowałaś z czymś podobnym offline i chciałaś to rozwinąć?
Justyna:
Miałam taką długą przerwę – po studiach nie mogłam znaleźć pracy w zawodzie i nie widziałam siebie w pracach stricte na magazynie. Lubię pracować z ludźmi, ale nie w takich warunkach, więc postanowiłam spróbować czegoś zdalnie, zwłaszcza że zawsze lubiłam pisać i tworzyć treści do internetu. A specjalizacja techniczna wyszła tak przypadkowo, później, w trakcie.
Sylwia:
No właśnie, wspomniałaś, że na początku były treści i social media, a ostatnio mówiłaś, że wybrałaś specjalizację techniczną. Jak to się stało? Motywacją było to, że można na tym lepiej zarobić, czy to był jednak twój konik – tworzenie stron – i powolutku do tego dochodziłaś?
Justyna:
Właśnie tak powolutku dochodziłam. Szukałam specjalizacji, bo wykonywałam drobniejsze prace, a szukałam czegoś, na czym mogłabym więcej zarobić. W zeszłym roku trafił mi się kurs u Magdy – do strefy dołączyłam w tym roku, ale w projekcie Asystentka byłam już od roku. Tam opanowałam strony. WordPressa znałam od strony panelu, ale od strony serwera zawsze bałam się grzebać. Tam nauczyłam się nie bać konta FTP – chyba ze dwa razy wywaliłam swoją stronę, ale udało mi się ją naprawić. Razem z ChatemGPT udało mi się nawet usprawnić parę kodów – ChatGPT to taki pomocnik przy tworzeniu kodów na stronę.
Sylwia:
To, co wspomniałaś, że udało ci się wywalić swoją stronę – to jest dobry królik doświadczalny. Na naszej stronie zawsze można ćwiczyć i nie ma presji, bo jak się zepsuje, to trudno, najwyżej zrobię od nowa. Gorzej, jak coś się zepsuje u klienta. Ale tak jak mówisz – praktyka. To dobry początek: poznać WordPressa od środka, od administracji – tu dodać wpis, tu użytkownika, sprawdzić zamówienia, dodać produkty. Oswajasz się z tym, jak to wygląda, a później przychodzi etap grzebania trochę głębiej – FTP, kody. I to, co powiedziałaś o czacie – faktycznie może być pomocny przy tworzeniu kawałków kodu, które dorzucamy na przykład do functions.php, czy przy szukaniu rozwiązań błędów.
Justyna:
Założyłam też subdomenę, żeby ćwiczyć – teraz na stronie mam Divi, a na subdomenie Elementora, bo jest darmowy. To też fajny sposób.
Sylwia:
Dokładnie – na subdomenie poćwiczyć, poznać coś nowego, żeby później wdrażać to u klientów. A co do klientów: z jakimi najczęściej współpracujesz? Dużo się mówi o tym, żeby się niszować i szukać swojej grupy docelowej. Czy ty też się niszujesz? Masz grupę klientów, z którymi najbardziej lubisz współpracować?
Justyna:
Nie mam takich grup, ale głównie są to kobiety – twórczynie cyfrowe. Kobiety najczęściej mają problemy z technicznymi sprawami, a lubią tworzyć treści. A nawet jak się znają, to nie mają czasu, bo to zajmuje czas: trzeba tworzyć, potem to wrzucić i obrobić. Ich klientki czekają na kolejne treści i kolejne kursy, więc one muszą skupić się na kreatywnych treściach i tworzeniu nowych kursów, a ja zajmuję się sprawami technicznymi.
Sylwia:
Tak często jest. Niektórzy boją się kwestii technicznych i w ogóle nie chcą tam zaglądać, nawet jeśli mogłyby się nauczyć – bo dodanie swojego kursu nie jest jakimś wielkim problemem – ale po prostu nie chcą w tym grzebać. A druga rzecz to brak czasu. Te twórczynie i ekspertki, które szkolą innych, dzielą się wiedzą i produkują materiały – już to zajmuje mnóstwo czasu, a co dopiero dodatkowo zajmować się sprawami technicznymi. I tu wkraczasz ty jako wirtualna asystentka. A co poza stroną internetową? Czym jeszcze wspierasz kobiety w internecie?
Justyna:
Przeważnie przy twórczyniach, które mają sklep, są to też newslettery – to się poniekąd łączy. Jak ktoś chce zacząć newsletter, to najlepiej od jakiegoś darmowego produktu i zaplanowanej ścieżki. Dopiero w trzecim mailu po darmowym produkcie proponuję płatną ofertę. W pierwszym mailu jest raczej podziękowanie za pobranie, w kolejnym coś dodatkowego, jak wprowadzić to w życie, a dopiero w trzecim proponuję płatną ofertę – żeby płynnie przejść od darmowego produktu do zakupu.
Sylwia:
Czyli sekwencje mailowe i newslettery też ogarniasz. Masz system newslettera, z którym najczęściej pracujesz, czy dobierasz go do klienta? Masz faworytów i systemy, z którymi kompletnie nie chcesz pracować?
Justyna:
Najczęściej trafiają mi się klienci, którzy mają popularny MailerLite. On jest chyba najłatwiejszy w obsłudze i ogólnie najbardziej intuicyjny.
Sylwia:
Też uważam, że MailerLite jest bardzo przyjaznym systemem i nawet jak ktoś chce później coś samodzielnie ustawić, to tam wszystko wygląda najprościej i najbardziej intuicyjnie.
Justyna:
Na przykład przy formularzu zapisu potrzebne są zgody, a w MailerLite łatwo to zrobić. Jak próbowałam w Mailchimpie edytować coś przy formularzu, to w ogóle nie umiałam tego znaleźć – nie wiem, czemu tak jest.
Sylwia:
Mailchimp jest bardzo specyficznym systemem – ja też go nie lubię, jest u mnie na czarnej liście, na dalekim końcu wszystkich systemów, z którymi chciałabym współpracować. Faktycznie, żeby ustawić dodatkowe pola na zgody, trzeba się nagrzebać. Ogólnie wszystko jest tam mocno zakopane, a nie tak jak w MailerLite czy nawet w GetResponse, gdzie wszystko wyklikujemy od razu przy formularzu – dużo czytelniej. Poza MailerLite jest jeszcze jakiś inny system, który jest ci bliższy?
Justyna:
Przy jednym kliencie miałam okazję korzystać z Moosend – też był w miarę intuicyjny.
Sylwia:
Jakbyś porównała go z MailerLite – są jakieś większe różnice, czy funkcjonalnie są podobne?
Justyna:
Te wszystkie systemy są trochę podobne – czasem jakaś opcja jest inaczej rozwiązana.
Sylwia:
W MailerLite lubię to, że w darmowej wersji nie jesteśmy ograniczeni pod kątem automatyzacji – jest ograniczenie co do liczby subskrybentów, ale na przykład możemy dzielić ich na grupy, czego w Mailchimpie mocno mi brakuje. Tam mogę ich otagować, ale grupę mam jedną, a MailerLite w darmowym planie pozwala tworzyć grupy bez ograniczeń. A segmentacja odbiorców jest bardzo ważna.
Justyna:
Najczęstszy błąd osób, które zakładają newsletter, to właśnie brak segmentacji – wysyłają wszystko do wszystkich.
Sylwia:
No właśnie, mogłabyś powiedzieć coś więcej o tym, jak zbierać odbiorców? Dużo się dzisiaj mówi: zbieraj listę subskrybentów. To osoby, z którymi masz bezpośredni kontakt – w mediach społecznościowych ktoś cię odetnie, zablokują ci konto, a listę masz swoją. Jakie masz tipy, w jaki sposób ich zbierać i od czego zacząć budowanie bazy newsletterowej?
Justyna:
Już w drugim mailu po lead magnecie można dodać ankietę, żeby poznać odbiorców i wiedzieć, do jakiej grupy ich dodać i jakie treści potem im wysyłać – na przykład czy bardziej interesuje ich rozwój osobisty, czy zdrowie, w zależności od filarów treści klienta. Ustawia się to tak, że jak ktoś kliknie w ankiecie, to sam od razu wpada do odpowiedniej grupy.
Sylwia:
Czyli przede wszystkim podział osób na odpowiednie grupy. A co dalej? Bo mówi się: dobra, zbierasz, to teraz działaj. Czy wystarczy ich zbierać i przypomnieć się od święta, jak mam promocję, czy lepiej cały czas tę listę ogrzewać, jak to mówią?
Justyna:
Trzeba przygotować dla nich treści – rozwijać ich i informować, jak mogą się rozwijać w branży klienta. Najpierw ich poznać, a potem proponować im produkty dopasowane do nich.
Sylwia:
Czy w takich treściach też pomagasz – w tworzeniu treści pod newsletter, w budowaniu strategii newsletterowej, połączonej szerzej z treściami na stronie i w mediach społecznościowych?
Justyna:
Tak, pomagam przy lejku treści w newsletterze. Jak mówiłam, pierwszy mail po pobraniu to przeważnie podziękowanie i ewentualnie kilka słów o autorze, drugi jest merytoryczny – z większą dawką wiedzy – a w trzecim piszemy o korzyściach zakupu. Ważne są też opinie. W kampaniach sprzedażowych jeden mail musi zawierać opinie, a maile powinny być bardziej emocjonalne – w kampanii trzeba odbiorców jakoś zachęcić, a najlepiej działają emocje i historie klientów, pokazujące, jak może się zmienić ich życie po zakupie.
Sylwia:
A ile takich maili wysyłać przed kampanią? Ostatnio miałam spotkanie z klientką – choć ja typowo newsletterami się nie zajmuję – która planuje tygodniową kampanię i pytała, ile maili wysłać. Co byś takiej osobie doradziła przed startem oficjalnej sprzedaży?
Justyna:
Raczej pięć maili. Pięć wystarczy, żeby za bardzo nie spamować – najlepiej przypominać się co drugi dzień.
Sylwia:
Ja czasem dostaję kilka dziennie i mam wtedy ochotę kliknąć „odsubskrybuj”, bo ileż można. Na przykład przed webinarem: rano, że za ileś czasu będzie webinar, potem że zaczyna się za godzinę, za 5 minut start, a po webinarze kolejna sekwencja – i wychodzi pięć maili, ale dziennie. Uważasz, że to już za dużo?
Justyna:
Czasami lepiej dać klientowi możliwość dodania wydarzenia do kalendarza – wtedy Google sam mu przypomni i nie trzeba wysyłać tylu maili. Ewentualnie godzinę wcześniej można jeszcze wysłać przypominajkę.
Sylwia:
Bo czasem jest tego po prostu za dużo i mam wrażenie, że ludzie mają przesyt maili. Mam skrzynkę typowo na newslettery i jak na nią patrzę, to niektórzy naprawdę wysyłają kilka razy dziennie – człowiek nawet nie ma kiedy tego czytać. A zapisujemy się na mnóstwo newsletterów, przede wszystkim wtedy, kiedy chcemy jakiś bonus. Czy w tworzeniu lead magnetów też pomagasz, czy raczej tym się nie zajmujesz?
Justyna:
Pomagam – jak klient ma treść, to mogę poprawić coś graficznie albo zrobić korektę, dopasować coś, poprawić przecinki.
Sylwia:
Czyli kompleksowo: redakcja, korekta, oprawa graficzna – można się do ciebie zgłaszać kompleksowo. Wracając do stron internetowych, przy których najczęściej pracujesz z kobietami – czy masz jakiś schemat działania? Klient wypełnia brief, ankietę? Jak podchodzisz do współpracy?
Justyna:
Mam ankietę, ale przeważnie piszemy na Messengerze albo mailowo. Mało kto mi ją wypełnia, więc wszystkie informacje zbieram w wymianie mailowej. Ankieta jakoś się u mnie nie sprawdza – wszystko jest albo w mailu, albo na komunikatorze.
Sylwia:
Ciekawe podejście, bo ja preferuję brief – wypełnienie ankiety i rozmowę z klientem. A u ciebie sprawdza się wymiana maili i pytania.
Justyna:
Tak, mam ankietę, ale zauważyłam, że mało kto ją wypełnia. Pewnie zależy to od klientów.
Sylwia:
Mi też zdarzają się osoby, które mówią: „O Jezu, ile ty tu masz pytań”. Więc czasem, jak mówisz, mailowo jest lepiej. A rozmowę z klientem na Google Meet, Teamsach czy Zoomie też preferujesz, czy raczej ograniczasz się do kontaktu mailowego?
Justyna:
Zależy od klienta i tego, czego chce. Rozmowy wideo zajmują czas, więc niektórzy klienci wolą odpisać na maila. Jak mają czas na rozmowę, to chętnie.
Sylwia:
Czyli dopasowujesz się do klienta i jego potrzeb. Masz listę rzeczy, które klient musi ci dostarczyć przed przygotowaniem strony? Podpowiadasz mu, co ma przygotować pod kątem strony, automatyzacji czy obsługi mediów społecznościowych?
Justyna:
Przy stronach patrzę, czy jest ustalony branding, no i treści trzeba dostarczyć. Decydujemy też, czy robimy najpierw zaślepkę, czy od razu stronę – jeśli klient chce najpierw zaślepkę, to potem czekam na treści. Biorę też zaliczkę, więc pracuję etapowo: zaliczka, a resztę po zakończeniu pracy.
Sylwia:
To dobre podejście, bo dużo osób na początku mówi: dobra, zapłacisz mi potem, a potem człowiek znika – takie przypadki niestety się zdarzają. Też jestem za etapowym podziałem pracy. Czy zaczynasz pracę dopiero wtedy, gdy klient dostarczy treści? Są różne podejścia – jedni zaczynają, kiedy treści już są, inni najpierw przygotowują propozycję graficzną, a klient pisze treści pod nią. Jak to u ciebie wygląda?
Justyna:
Jak zaczynam stronę od zera, czyli od instalacji WordPressa, to zależy, czy klient ma już wykupiony hosting. Jeśli nie, to wykupuję – polecam hosting LH.pl – i w cenie zaliczki zawsze opłacam za klienta pierwszy rok, jeśli sobie życzy. Postawienie i instalacja zajmują jeden dzień, a potem, jeśli nie ma treści, czekam na nie, kiedy strona już stoi.
Sylwia:
Masz sposoby, żeby zmotywować klienta do działania i podesłania treści? Mi czasem ręce opadają, kiedy gonię klienta, dzwonię, piszę, a on ciągle mówi: „Wiesz co, jeszcze trochę czasu potrzebuję”. Masz skuteczne metody poganiania klienta?
Justyna:
Czasami się upominam albo proponuję pomoc przy treściach, ale klient mówi, że nie, że sam zrobi. Ewentualnie mam koleżanki, które zajmują się treściami, więc mogę polecić osoby, które piszą treści na strony – jeśli ktoś chce treści nie z czata, tylko żywe, pisane przez człowieka.
Sylwia:
Czat jest pomocny, ale w treściach typowo na stronę wizytówkę może się nie sprawdzić – to trochę inny styl. W ogóle jestem zdania, że jak tworzymy dla kogoś stronę wizytówkę, to fajnie, jak klient jednak przygotuje treści. My możemy je obrobić, ale on inaczej patrzy na swoją markę niż my. Ale tak jak mówisz, czasem klienci nie mają weny czy umiejętności, nie chcą pisać treści i szukają kogoś, kto może im pomóc. Fajnie, że mówisz o takich współpracach – przydatne jest mieć osoby, które mogą nas wesprzeć w aspektach, którymi się nie zajmujemy. Zgadzam się, że warto zbudować sobie trochę taki swój zespół. Czy zauważasz częste błędy, które klienci popełniają w swoich markach, przy tworzeniu strony albo we współpracy z wykonawcami?
Justyna:
Przy tworzeniu strony raczej nie, ale po jej stworzeniu – zdarza się klient powracający, wchodzę na stronę, a wtyczki od dłuższego czasu nie były aktualizowane.
Sylwia:
O tak, to jest po prostu standard. Czasem przychodzą do mnie osoby po dwóch, trzech latach i mówią: „Potrzebuję pomocy ze zmianą cennika”, ja tam wchodzę, a tam od trzech lat nic nie ruszone. To bardzo częsty błąd. Zauważasz jeszcze jakieś inne?
Justyna:
Raczej nie, oprócz braku aktualizacji.
Sylwia:
A u osób, które samodzielnie tworzą strony czy newslettery – jakie błędy najczęściej musisz po nich poprawiać?
Justyna:
Treści – czasami klient pisze treści, które nie są dopasowane pod SEO, więc ewentualnie je poprawiam.
Sylwia:
To też. Ludzie często nie myślą o SEO, dopóki im nie powiemy, że to ważne. Z czasem przychodzi myśl: chciałabym pokazać się wyżej w Google. Wtedy wkracza SEO i uświadamiają sobie, że w ogóle na to nie patrzyli, a treści są, jakie są. Przy sklepach pewnie też często zauważasz treści skopiowane z hurtowni – hurtownia dostarczyła zdjęcia i opisy, i tak je wrzucili. To chyba też częsty błąd.
Justyna:
No i błędy przy wysyłce maili, przy automatyzacjach – coś się nie wysyła, a potem się okazuje, że wszystkie automatyzacje są pomieszane i nie tak poustawiane. Zauważyłam, że ludzie mają z tym problem.
Sylwia:
Szczególnie kiedy mają wiele automatyzacji – po prostu gubią się w tym, co wcześniej poustawiali.
Justyna:
Na przykład w sklepie jest kilka produktów i do każdego musi być oddzielna automatyzacja.
Sylwia:
Często na to nie patrzą – żeby posegmentować automatyzacje względem produktów. Czasem jest totalny miszmasz, a potem problem z wydzieleniem poszczególnych ścieżek. Jak ktoś robi to samodzielnie, łatwo może się pogubić we wszystkich ścieżkach, które poustawiał. Masz jakieś rady dla osób, które chcą się przebranżowić, robią coś innego i chciałyby wkroczyć na drogę wirtualnej asystentki? Od czego powinny zacząć?
Justyna:
Ja największy progres zrobiłam, kiedy dołączyłam do strefy Magdy. Więc wszystkim początkującym asystentkom i osobom, które chcą zacząć ścieżkę wirtualnej asystentki, poleciłabym właśnie to miejsce, bo Magda ma najlepszy program i zawsze pomaga. Mamy też spotkania i kanał na Discordzie, więc się wspieramy i pomagamy sobie nawzajem.
Sylwia:
Czyli sugerowałabyś zacząć od kursu dla wirtualnych asystentek. To dobra ścieżka – mieć kogoś, kto nas poprowadzi, bo wtedy łatwiej iść krok po kroku. Wiadomo, w internecie jest mnóstwo darmowych materiałów, ale jeśli mamy wsparcie – grupę, tak jak ja mam u siebie w Przystani Specek – to ludziom łatwiej przerabiać kurs czy materiały, bo wiedzą, że nie są sami. Tak jak mówisz, na Discordzie jest społeczność, możecie wymieniać się doświadczeniami. Uważam, że to bardzo pomocne i łatwiej dopchnąć wszystko do końca. A kiedy jesteśmy sami, łapiemy tu kawałek kursu, tam kogoś innego posłuchamy, to mam wrażenie, że czasem robi się mętlik w głowie. Okej, chciałabyś coś jeszcze dodać na koniec? Jakieś porady dla osób, które chcą być wirtualnymi asystentkami, iść w kwestie techniczne albo samodzielnie ogarniają swoje rzeczy?
Justyna:
Niektórzy myślą, że introwertycy nie mogą prowadzić biznesu, a ja jestem przykładem, że introwertycy mogą prowadzić własną działalność.
Sylwia:
I mogą występować. Można się otworzyć – wiadomo, trzeba wyjść ze strefy komfortu. Ja też jestem introwertykiem, naprawdę. Może teraz tego nie widać, jak tak rozmawiam z ludźmi, ale na żywo naprawdę do ludzi nie podchodzę. Więc zgadzam się – introwertycy jak najbardziej. Myślę, że wirtualna asysta i praca przy stronach internetowych, newsletterach czy mediach społecznościowych jest dla takich osób odpowiednia. Coś jeszcze poza introwertykami?
Justyna:
Ostatnio odkryłam słowa „bój się i rób” – to chyba będzie moje motto na kolejny rok.
Sylwia:
Warto wyznaczać sobie takie motto, mam wrażenie, że motywuje do działania i pcha przez cały rok – przynajmniej na początku roku, bo często mamy wielkie plany, a potem nie do końca idzie to zgodnie z naszą myślą. „Bój się i rób” – jak najbardziej. Zostawimy naszych słuchaczy i widzów z taką myślą: bójcie się, ale róbcie. Warto wychodzić ze swojej strefy komfortu, pokazywać się i korzystać z okazji, bo często je mamy, a nie wykorzystujemy, bo boimy się wziąć zlecenie – bo to coś nowego. A każdy kiedyś zaczynał, prawda?
Justyna:
No tak. Pierwszy krok jest najtrudniejszy, a potem już z górki.
Sylwia:
Dokładnie, potem jest trochę łatwiej. Ludzie boją się też kwestii technicznych, myślą „kurczę, nie dam sobie rady, to takie ciężkie”. Pewnie sama zauważyłaś, że pierwsze zetknięcie z kodem WordPressa czy wgrywaniem czegoś poza zwykłą obsługą to było „kurczę, a jak się zepsuje”, a przy pierwszej, drugiej, trzeciej stronie idzie już zdecydowanie łatwiej.
Justyna:
A ja w liceum byłam na profilu humanistycznym, więc uważałam się bardziej za humanistkę niż osobę techniczną.
Sylwia:
Ja też – byłam w klasie dziennikarskiej. Skończyłam potem też studia związane z dziennikarstwem, ale w pierwszej kolejności poszłam na informatykę, totalnie od czapy, niezwiązaną z moim kierunkiem. Więc naprawdę, nawet jak ktoś uważa się za humanistę, to – tak jak Justyna jest przykładem – można opanować kwestie techniczne i nie trzeba się tego bać. Dużo osób się przebranżawia. Pewnie u was na kursie wirtualnej asystentki też było dużo dziewczyn, które uważały się za humanistki, a poszły w kwestie techniczne?
Justyna:
No tak.
Sylwia:
Więc warto się otworzyć i próbować. Zawsze można zmienić kierunek. Pewnie potwierdzisz, że wirtualna asysta to nie jest tylko świat techniczny – to naprawdę szeroki zakres prac, które możemy wykonywać.
Justyna:
Tak, specjalizacji jest bardzo dużo.
Sylwia:
Mogłabyś na koniec powiedzieć, w czym jeszcze można się specjalizować jako wirtualna asystentka? Bo często ludzie myślą: wirtualna asystentka będzie zajmować się pracami biurowymi, a ja tego nie chcę – albo że to tylko kwestie techniczne.
Justyna:
Są asystentki, które miały doświadczenie na etacie i teraz wybrały specjalizację biurową, ale zdalnie. Są też copywriterki – czasami nie nazywają się już asystentkami, tylko używają bardziej specjalistycznych nazw – ale też pracują zdalnie.
Sylwia:
Są osoby, które zajmują się mediami społecznościowymi, niektóre specjalizują się w podcastach – naprawdę szeroki zakres. Tak jak mówisz, na kursie wirtualnej asysty mamy zajawki różnych dziedzin, w których możemy pracować.
Justyna:
Na przykład organizacja eventów – są asystentki, które mają w tym doświadczenie i organizują różne konferencje, szukają miejsc na wydarzenia.
Sylwia:
Więc każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie, ale warto poznać różne gałęzie. Pewnie też tak miałaś, że na początku miałaś szeroki zakres i dużą ofertę, a potem – jak mówisz – kroczkami doszłaś do tego, że chcesz ogarniać kwestie techniczne. Na początku można działać szerzej, mieć szeroką ofertę i poznać, co się najbardziej lubi robić. Można też sprawdzić, gdzie mamy najwięcej klientów i największy potencjał – bo może nam się wydawać, że pójdziemy w kwestie techniczne, a klienci będą do nas uderzać na przykład w kontekście mediów społecznościowych albo organizacji eventów, bo zrobiliśmy jeden event, który był super wydarzeniem, i ludzie zaczęli do nas przychodzić.
Justyna:
Ja też na początku robiłam social media, ale nie miałam klientów na social media, więc przebranżowiłam się na kwestie techniczne, bo tam było większe zapotrzebowanie.
Sylwia:
Więc możemy zbadać rynek, mając w ofercie kilka różnych usług, i sprawdzić, z czym najwięcej ludzi będzie do nas przychodzić. Okej, Justyna, gdzie można cię znaleźć i jak podjąć z tobą współpracę?
Justyna:
Na razie na mojej stronie Asystentka z inicjatywą, na Instagramie oraz na LinkedInie – na tych trzech miejscach najbardziej się skupiam. Na LinkedInie ostatnio nic nie publikowałam, ale można mnie tam znaleźć.
Sylwia:
Wszystko podlinkuję pod naszą rozmową, pod wideo, więc będziecie mogli kliknąć, wejść i zobaczyć, czym dokładnie zajmuje się Justyna. Zachęcam do współpracy – jeżeli szukacie wirtualnej asystentki, przede wszystkim w kontekście aspektów technicznych, to Justyna jest otwarta na współpracę. Dzięki ci, Justyna, że chciałaś podzielić się swoją wiedzą i pokazać, czym się zajmujesz. Mam nadzieję, że będzie okazja spotkać się jeszcze na wydarzeniach, które na pewno będziemy organizować w ramach Przystani Specek. Dzięki wam za wysłuchanie.
Justyna:
Dziękuję za rozmowę. Do usłyszenia, cześć!
Sylwia:
Cześć!








