
Jak pracować zgodnie ze swoim potencjałem, mimo, że nie wierzysz w siebie – rozmowa z Izabelą Wojtachnik
Kim jest Izabela? Coach, trener zmiany i trener biznesu – wspieram w odkrywaniu swojej drogi, wyzwalam odwagę na wyższy poziom oraz pomagam wzmocnić efektywność osobistą. Rocznie ok 1200 klientów korzysta z moich metod na szkoleniach, warsztatach i sesjach 1:1. Więcej informacji można znaleźć na https://www.izabelawojtachnik.pl/
Chcesz popracować nad pewnością siebie? Zerknij do Akademii satysfakcji zawodowej i pewności siebie – https://www.izabelawojtachnik.pl/akademia/ – biblioteka – 100 szkoleń, stale rosnąca + szkolenia i wsparcie w grupie dla uczestników
Do posłuchania
Rozmowa w zapisie:
Sylwia:
Witajcie na kolejnym naszym spotkaniu z gościem. Dzisiaj jest z nami Izabela Wojtachnik – coach, trenerka zmiany i trenerka biznesu, która wspiera w odkrywaniu swojej drogi. Izo, powiedz coś więcej o sobie, a wy dajcie nam znać, czy nas widać i słychać.
Izabela:
Cześć, Sylwia, bardzo dziękuję za zaproszenie. Cześć, kochani, cieszę się, że tu jestem, bo temat mamy naprawdę bardzo fajny i potrzebny. Tak jak przedstawiła mnie Sylwia, pracuję jako coach, trenerka zmiany i trenerka biznesu. Wspieram głównie osoby w osiągnięciu spełnienia zawodowego, pewności siebie i odwagi do realizacji celów – tego, czego chcemy – tak, żeby rozwinąć skrzydła i pracować z największą satysfakcją i z wykorzystaniem swojego potencjału. Od lat zajmuję się właśnie tymi tematami. Rocznie prowadzę około 120 różnych szkoleń z nimi powiązanych, a przez moje programy mentoringowe, warsztaty i szkolenia przechodzi około 1200 osób rocznie. Widzę, że ludzie bardzo chcą rozwijać swój potencjał i pracować z nim, ale to dość trudna droga, żeby to osiągnąć i w ogóle sobie na to pozwolić. Mam nadzieję, że dzisiaj uda nam się bardziej zgłębić ten temat.
Sylwia:
Dokładnie, dzisiaj będzie o potencjale i o braku wiary w siebie – to nasz temat. Jak często słyszysz hasła typu „nie dam rady”, „jestem beznadziejna”, „nie nadaję się do tego”? Mam wrażenie, że bardzo często osoby, które chcą zaczynać biznes albo w ogóle swoją drogę zawodową i wejść na rynek pracy, mają problem z tym, że takie hasła kołaczą im w głowie.
Izabela:
Tak, to bardzo silny hamulec, który ma głębokie podłoże w różnych schematach siedzących nam w głowie. Słyszę to na każdym kroku. Na przykład pomagam komuś określić, jak ma działać na rynku – załóżmy, że ma już pomysł na siebie, bo problem, kiedy ktoś pomysłu nie ma, to osobna sprawa, może do tego dojdziemy. W każdym razie ważne jest, żeby wiedzieć, na czym się stoi i do czego dążymy. Ktoś ma nawet określone cele zawodowe, ale na samą myśl o wejściu na rynek czy nawet założeniu konta na Instagramie od razu pojawia się: ale ja się nie nadaję, inni mają sukcesy, a ja nie dam rady, bo nie jestem taka kompetentna. Brak wiary w siebie przejawia się pod różnymi hasłami. Bardzo często nie doceniamy siebie, nie potrafimy powiedzieć, jakie mamy osiągnięcia i w czym jesteśmy świetni, co oczywiście przekłada się na naszą działalność. Jeżeli nie wierzę w siebie, to nie umiem się też odpowiednio zaprezentować.
Sylwia:
Też często widzę, że ludzie nie mają pewności siebie i chowają się w cieniu. Skąd, twoim zdaniem, bierze się w ludziach brak wiary w siebie? Czy to kwestia otoczenia – boją się pokazać, bo co inni pomyślą – czy to po prostu siedzi w nas?
Izabela:
Przede wszystkim działają schematy myślowe o sobie, których nauczyliśmy się w dzieciństwie. Często ktoś mówi: przecież dawno nie mieszkam z rodzicami, mam 40 czy 50 lat, dawno się odcięłam i to nie ma znaczenia. Ale wręcz przeciwnie – często właśnie w wieku 40+ zaczynamy się budzić, patrzymy na swoje życie i pytamy: co mogłabym jeszcze lepiej zrobić, czego bym chciała? I okazuje się, że nie chcę tak jak do tej pory. Kluczowe jest, żeby do tego dotrzeć. Jeżeli na przykład wchodzę na Instagram i myślę: kto w ogóle będzie chciał mnie słuchać albo kto skorzysta z moich usług – i mam wątpliwości podszyte lękiem, że nie dam rady, że jestem niewystarczająco dobra – to warto na przykładzie tej myśli złapać, skąd mi się w ogóle wzięła. Kiedy analizuję to, cofając się do dzieciństwa, okazuje się na przykład, że słyszałam: nie rób tego, bo się nie nadajesz, albo: dlaczego czwórka, a nie piątka? Różne sytuacje z życia mogą pokazać, że po prostu kiedyś nauczyliśmy się tak o sobie myśleć. Jeżeli to jest ze mną całe życie, przejawia się później we wszystkim: w realizacji celów zawodowych, w tym, czy podejmuję wyzwania. A występowanie przed kamerą, na przykład na Instagramie, to wciąż bardzo wielka blokada dla wielu osób. Zobaczcie na obecny trend: prowadzę konto bez twarzy, buduję markę osobistą bez twarzy – to wszystko jest podszyte lękiem przed pokazywaniem się, przed tym, co pomyślą inni, przed oceną, dlatego że nie wierzę w siebie. Wyobraźmy sobie osobę, która jest wewnętrznie zbudowana, ma dużą pewność siebie i poczucie własnej wartości, wie, na czym stoi, jakie ma zasoby i jaką wartość daje innym. Dla niej nie ma znaczenia, czy weźmie telefon i zacznie się pokazywać, czy zadzwoni do klienta, czy wyśle pracodawcy swoje CV – bo tak też można. Natomiast jeżeli ciągle myślimy: bardzo chcę iść do przodu, ale coś mnie trzyma i blokuje, nie wierzę w siebie – to przekłada się na przykład na pomysł. Mówimy sobie: dobra, idę z biznesem, mam pomysł na działalność, super fajny pomysł, jest początkowy entuzjazm, ale jednocześnie mamy zaciągnięty hamulec i z tyłu głowy: to się nie uda, nie dam rady. Jeżeli nie wierzymy w siebie, w swoje pomysły i w to, że pójdziemy do przodu pomimo opinii innych, to nic się nie wydarzy. Nawet jeżeli mam super pomysł na siebie i fajny plan dojścia do niego, nic z tego nie będzie. Wiara w siebie jest naprawdę kluczowa.
Sylwia:
Często kończy się na planach albo robieniu czegoś do szuflady. Coś już robimy na zapleczu, ale nie pokazujemy tego światu. Pracujemy nad produktem, ale go nie wypuszczamy, bo w ogóle w niego nie wierzymy, więc to się nie uda, jeżeli nie będzie wiary w siebie. Czy można sobie jakoś pomóc, żeby wyzwolić w sobie wiarę w siebie i zacząć być bardziej pewnym swojego pomysłu na biznes czy na drogę zawodową?
Izabela:
Na pewno można sobie pomóc – i trzeba, bo tak jak powiedziałam, nic się nie wydarzy, jeżeli będziemy cały czas działać z poziomu lęku i nim się kierować. Każdy z nas jakoś o sobie myśli i chodzi o to, żeby te myśli wyłapywać i sprawdzać, czy nas wspierają w realizacji tego, czego chcemy, czy działają na nas hamująco. Jeśli widzimy, że nas blokują – chcę iść do przodu, nawet w tym tygodniu zrobiłam publikację na LinkedInie i pojawiły się komentarze, że mam super pomysł na siebie, widzę, że mój cel jest fajny, a jednocześnie z tyłu głowy cały czas mam poczucie, że na to nie zasługuję, że to nie dla mnie, że sukces jest pisany komuś innemu – to powinnam złapać tę myśl i sprawdzić, skąd mi się wzięła, czy to w ogóle moje, czy coś, co zostało mi narzucone. Głównym zadaniem jest skonfrontować się z tym. Trzeba trochę w sobie pogrzebać, zrobić wysiłek i przypomnieć sobie, skąd to się wzięło, a nie czujemy się z tym fajnie, bo wiele osób wypiera trudne doświadczenia z dzieciństwa – niefajne wspomnienia, brak docenienia, brak akceptacji – i woli o tym nie myśleć. Jedynym sposobem jest jednak uznanie: tak, to jest coś, co mi nie pomaga – stanięcie z tym w prawdzie, żeby móc się od tego uwolnić. Są różne metody uwalniania się od rzeczy, które nas trzymają. Dlatego w moich procesach, w których realizujemy cele zawodowe – tworzymy wizję i pomysł na siebie, a potem realizujemy go na rynku pracy – jednym z modułów, któremu poświęcamy co najmniej kilka dni, jest zawsze obalanie blokad. Jeżeli się tym nie zajmę, żadne cele mi nie pójdą, bo to cały czas będzie wracać. Niestety tak to działa: jeżeli pewnych rzeczy w sobie nie przepracujemy, one powracają i nie chcą się od nas odczepić. Warto znaleźć w sobie moce, które każdy z nas ma. Zawsze mówię: nawet jeżeli ty nie wierzysz w siebie, to ja w ciebie wierzę, bo wiem, że masz te moce i zasoby, tylko są jeszcze nieodkryte.
Sylwia:
Jak obudzić potencjał, który, jak mówisz, w nas drzemie, ale może być ukryty i przez brak wiary w siebie go nie dostrzegamy? Jak odkryć swój potencjał?
Izabela:
Często początkiem jest w ogóle uznanie, że mam w sobie coś – przyznanie: wiem, że jestem coś warta, mam zasoby, atuty, znam się na tym, mam kompetencje. Bardzo często problem z niewykorzystywaniem potencjału zaczyna się od tego, że sama sobie nie pozwalam, żeby to w sobie uznać. Może ktoś napisze w komentarzu – dajcie znać, czy to znacie: że sami sobie nie pozwalamy tego zauważyć i uznać. Przejawia się to potem w myśleniu: nie mam żadnych atutów, żadnych osiągnięć, kto w ogóle mnie zechce zatrudnić, jestem taka jak wszyscy, to, co umiem, jest przeciętne. Ciągle słyszę takie komunikaty. Chodzi więc o to, żeby w ogóle to w sobie zobaczyć i uznać: okej, wiem, że to mam. Dopiero wtedy otwierają się możliwości – mogę zobaczyć siebie z innej perspektywy, z zupełnie innej strony – i dopiero zaczynam pracę nad tym, żeby dowiadywać się, co jest we mnie fajnego, czyli odkrywać to. Nie trzeba wiedzieć od razu. To proces, więc nie mamy się na siebie frustrować ani denerwować, że nic o sobie nie wiem albo nie wiem, czego bym chciała. Warto zacząć od małych kroków, które każdego dnia będą prowadzić w stronę celów. Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę, czym jest nasz potencjał. Jeżeli mówimy, że mamy go odkrywać, wykorzystywać czy pracować zgodnie z nim, to co to właściwie znaczy? Nasz potencjał to właściwie wszystko, czym dysponujemy: wszystkie zasoby, cechy osobowości, cechy wyglądu, atuty wrodzone, ale też te, których nauczyliśmy się po drodze. Mogą wynikać z doświadczenia – z tego, co zrobiliśmy w życiu, gdzie pracowaliśmy, przy jakich projektach, z jakimi ludźmi, z jakimi klientami, w jakiej branży – ale też z wiedzy, na przykład uczelnianej, która może być naszym atutem. Jeżeli ktoś ma specjalistyczną wiedzę – na przykład prawniczą albo finansową, wymagającą specjalistycznego wykształcenia – to te studia i ta wiedza są naszym atutem, podobnie jak znajomość przepisów prawa czy nowych technologii. To są elementy naszego potencjału, ale również osiągnięcia, które często wypieramy i których nie uznajemy. Mamy trudność, żeby w ogóle przyznać: to są moje osiągnięcia – mówimy: ja tylko zrobiłam swoją robotę. Taka tendencja do umniejszania to problem, bo nie chcemy tego w sobie uznać. To często bardzo silna blokada, która znowu bierze się z dzieciństwa – może słyszeliśmy, że jesteśmy nic niewarci, że się nie nadajemy, że ktoś jest od nas lepszy, były jakieś porównania. Mało kto wychowywał się w domu, który był wspierający na każdym etapie, więc kręcą nam się po głowie rzeczy typu: nie, my się nie nadajemy. Niektórzy słyszeli nawet, że skoro są z małej miejscowości, to nic nie osiągną. Słysząc to przez całe dzieciństwo, mogę powiedzieć: po co mam w ogóle startować do pracy w dużym mieście, kto mnie tam zauważy, małą szarą myszkę ze wsi czy z małej miejscowości – wiadomo, że nic nie osiągnę. To nas mocno blokuje. Chodzi o to, żeby wyrobić w sobie nawyk doceniania siebie – to pomaga nam każdego dnia działać w stronę odkrywania potencjału. Zamiast czekać na spektakularny sukces, o którym powiem: to niewątpliwie moje osiągnięcie – na przykład że zwiększyłam przychody o 1000% czy pozyskiwałam dla firmy 20 klientów tygodniowo – trzeba zauważać, że osiągnięcia mamy każdego dnia. Zauważać codzienność i postępy w procesie, a nie czekać, aż cel się zrealizuje – na przykład że uznam, że osiągnęłam sukces w biznesie dopiero wtedy, gdy będę mieć przychody na poziomie 100 000 miesięcznie. Chodzi o to, żeby zauważać postępy: co zrobiłam po drodze, gdzie jestem dzisiaj, a gdzie byłam na przykład rok temu – zobaczyć, że dziś jestem już w innym miejscu. Ważne są codzienne nawyki. Możemy na przykład codziennie wieczorem siadać do podsumowania dnia i pilnować swojego myślenia. Zamiast: Boże, jak było beznadziejnie, znowu tego nie zrobiłam, za mało zrobiłam, powinnam jeszcze to i tamto – czyli zamiast myślenia z poziomu braku i niedostatku – przestawiamy myślenie, trochę na siłę zmuszamy się do myślenia pozytywnego: szukamy w tym dniu czegoś dobrego, z czego jesteśmy dumne. Nawet jeśli nikt inny o tym nie wie i tego nie zauważy, najważniejsze, żebyśmy my zwróciły na to uwagę.
Sylwia:
Dokładnie, cieszyć się małymi sukcesami, które często pomijamy i w ogóle ich nie dostrzegamy. Nie mówi się o nich, bo zwykle w socialach głosimy wielkie akcje i wielkie sukcesy, a o drobnych sukcesach nie informujemy społeczności, którą tworzymy – a to też jest ważne. I tak jak mówisz, małymi krokami: wyznaczać sobie nie tylko duże cele, ale też mniejsze, bo to motywuje do działania i buduje pewność siebie i wiarę w siebie. Sandra napisała: „Mam wrażenie, że jestem zwykła, umiem to, co inni”.
Izabela:
No właśnie, sztuka polega na tym, żeby nie patrzeć na siebie jak na osobę przeciętną. Kiedy otwieramy pudełko zapałek, zawsze jest jedna inna – chodzi o to, żeby zauważyć w sobie to, co jest w nas inne, bo każdy z nas jest unikalny. Kiedy zaczynam tak na siebie patrzeć, znowu pojawia się hamulec: jak to, ja wyjątkowa, unikalna? Nikt nigdy mnie tak nie postrzegał. To znowu schemat, który niesiemy z domu rodzinnego – okazuje się, że nie mieliśmy akceptacji, nikt nas nie chwalił albo tylko krytykował, więc dziś trudno uwierzyć w coś innego. Zwłaszcza jeśli żyję na tym świecie 45 lat i nagle mam zacząć inaczej o sobie myśleć – to się nie uda od razu. Ale warto zacząć. Nie ma wieku, który by tu przeszkadzał. Kluczem jest zacząć patrzeć na siebie inaczej. Ja też miałam w życiu moment zmiany zawodowej. Miałam ponad 20 lat doświadczenia w korporacjach, w firmach finansowych, przy projektach międzynarodowych – dobrze opłacana, doceniana praca na kierowniczym stanowisku. Ktoś mógłby powiedzieć: czego ty właściwie chcesz, masz wszystko. A ja miałam wtedy moment mocnego wypalenia i zobaczyłam, że nie czuję tej pracy – że to nie jest moje, że nic nie tworzę i nie mogę niczego po sobie zostawić, tylko się wypalam. Nie mówię, że każdy ma szukać swojej drogi przez założenie biznesu, bo doskonale można odnaleźć się na etacie, ale pod warunkiem, że czujemy, że wykorzystujemy swój potencjał. Badania pokazują, że osoby, które pracują w zgodzie ze swoimi atutami – czyli mogą w pracy wykorzystywać co najmniej 70% swoich kompetencji i tego, w czym czują się dobre – mają największe szanse na satysfakcję zawodową. Każdy może więc zrobić sobie bilans: czy w tym, co robisz, na co dzień wykorzystujesz to, w czym czujesz się dobrze? Kiedy zaczęłam szukać swojej drogi zawodowej, pierwsze, co przychodziło mi do głowy, to że do niczego się nie nadaję, nie mam żadnego zawodu, nic nie osiągnęłam, nie jestem nic warta. Jechałam na takim myśleniu na maksa i musiałam zacząć patrzeć na siebie inaczej, dostrzegać, w czym jestem dobra. Wypisywałam sobie, za co ludzie mnie cenili, co mówili mi klienci, co słyszałam od innych – bo czasem łatwiej coś zauważyć, kiedy ktoś nas pochwali, niż dojść do tego samemu. Krok po kroku zaczęłam od tego i dziś, z perspektywy tego procesu, widzę, że to podstawa: zacząć to w sobie zauważać, bo bez tego do niczego nie dojdziemy. Dajcie znać, czy to czujecie i na jakim jesteście etapie. Często ktoś mówi: zaczynałam i się nie udało, aplikuję i się nie udaje, ileś razy próbowałam działalności albo czegoś na Instagramie i nic. Bardzo często przyczyną jest właśnie ciągły brak wiary w siebie i działanie z poziomu braku – widzimy w sobie to, co niedobre, szklankę do połowy pustą zamiast pełnej. Sztuka polega na tym, żeby inaczej na siebie popatrzeć. Można zrobić sobie test: co widzisz, kiedy teraz na siebie patrzysz? Czy pierwsza myśl brzmi: nie mam żadnych atutów, brakuje mi tego czy tamtego? Czy: okej, mam to i to – co mogę z tym zrobić? Żeby zacząć od tego, co już mam.
Sylwia:
Fajne jest też to, co powiedziałaś, że nie ma granicy wieku. Często słyszę: jestem już za stara, żeby coś zmieniać i szukać nowej drogi, tkwię od lat na tym etacie, niech już tak zostanie. Ludzie zaczynają myśleć o biznesie, ale wiek jest dla nich barierą i myślą, że tego nie przeskoczą. A tak jak mówisz, nie ma takiej granicy – potencjał zawsze można odkrywać i dalej się rozwijać. Widzę komentarze. Sandra pisze: „Wysłałam już z tysiąc odpowiedzi na ogłoszenia i zwątpiłam”.
Izabela:
Jeżeli wchodzimy w proces wysyłania aplikacji czy próbowania czegoś w działalności i ciągle nam nie wychodzi, to wiadomo, że porażka nie działa budująco. Przychodzą do mnie osoby, które mówią: szukam pracy od wielu miesięcy, a w ekstremalnych przypadkach od dwóch czy trzech lat. Te osoby są już na skraju wytrzymałości i mają bardzo słabe myślenie o sobie. Zobaczcie, co się dzieje: wysyłam CV albo przechodzę proces rekrutacyjny i mnie nie wybierają – czuję silne odrzucenie i automatycznie zaczynam myśleć, że coś jest ze mną nie tak, bo nie wybrali mnie do jakiejś roli. Warto pilnować, żeby tak o sobie nie myśleć. To nie znaczy, że coś jest ze mną nie tak, tylko że powinnam zacząć inaczej na to patrzeć, inaczej eksponować swoje atuty i inaczej je dopasowywać. Kluczem w całym procesie szukania pracy zgodnej z potencjałem czy szukania sposobu na siebie jest skupienie się na określeniu celu zawodowego. Bardzo często widzę, że osoby aplikujące na różne ogłoszenia nie wiedzą, czego chcą. Pytam: jakiej pracy szukasz? A ktoś odpowiada: właściwie nie wiem, wysyłam tu i tu, próbuję tego, może tamtego. To takie miotanie się, chaos. Jeżeli nie mam określonej wizji – nie widzę, jak będę pracować i jak wyobrażam sobie swój dalszy rozwój zawodowy, na przykład za dwa czy pięć lat, a niektórzy tworzą wizję nawet na 10 czy 20 lat – to bardzo trudno jest dziś dopasować działania, bo cały czas jestem w chaosie. Kluczem jest więc popracowanie nad wizją. W moich trzy- czy sześciotygodniowych procesach i warsztatach, w których określamy cel zawodowy, pierwsza jest zawsze praca z wizją: siadam i wyobrażam sobie, jak widzę siebie za pięć lat i czego właściwie chcę. Warto oprzeć tę wizję na swoim potencjale. Na przykład: przez 15 lat byłam księgową, mam takie i takie kompetencje, ale właściwie nie lubię tej pracy i chciałabym znaleźć coś dla siebie. Najłatwiej zobaczyć, co już w sobie mam, i dopasować to do nowych trendów – na przykład nowych technologii czy systemów do pracy zdalnej. Wtedy mogę pomyśleć: jak mogę rozwinąć umiejętności, które mam, jak włączyć sztuczną inteligencję do pracy księgowej, żeby być bardziej nowoczesną i szybciej zaadaptować się do potrzeb rynku. To myślenie, w którym rozwój jest cały czas wpisany w naszą ścieżkę, a nie: wpiszę coś w CV, wrzucę na rynek i zobaczę, co się będzie działo – bo zazwyczaj nic się nie zadzieje. Trzeba bardziej proaktywnie zobaczyć, jak moje kompetencje będą pasowały. Bardzo dużym błędem, który widzę w ofertach do klientów czy w aplikacjach do pracodawców, jest to, że nie podajemy powodu, dla którego to właśnie my powinniśmy zostać wybrani do projektu. Dzisiaj nie wystarczy powiedzieć: mam takie kompetencje, umiem to i to, pracowałam tu i tu. Trzeba pokazać, jak to przekłada się na korzyści dla pracodawcy czy firmy. Nie mogę powiedzieć klientowi: mam dla ciebie coaching, skorzystaj – bo on zapyta: o co ci w ogóle chodzi? Muszę powiedzieć, w jaki sposób mój coaching pomoże mu rozwiązać taki a taki problem. Trzeba to robić nie tylko w pracy z klientami, ale też wobec pracodawców. Jeżeli pracodawca wejdzie na nasz profil na LinkedInie i nie zobaczy konkretnego powodu, dla którego miałby się z nami skontaktować, to wyjdzie i już nie wróci. To mega ważne.
Sylwia:
Mówisz o CV czy ofertach – też często zauważam, że ludzie wysyłają wszystkim to samo, zero dopasowania do odbiorcy, czy to CV do konkretnej firmy, czy oferta. Leci kopiuj-wklej z góry na dół. Brakuje dopasowania i tego, o czym powiedziałaś, czyli pokazania, na czym dana osoba skorzysta, wybierając naszą ofertę. Często problem z ogłoszeniami polega na tym, że nasza odpowiedź w ogóle nie jest dopasowana do tego, czego ktoś oczekuje – a to widać.
Izabela:
Widać, kiedy jest sztampowe, uniwersalne CV, które pasuje do wszystkiego. Jak kiedyś płyn Ludwik, który był do wszystkiego – myło się nim samochód, naczynia, czyściło dywany. To słabe, bo po prostu widać, że to uniwersalne CV. Dużo chętniej ktoś zwróci na nas uwagę, jeżeli szybciej połączy kropki, czyli zobaczy, że to jest dopasowane – najlepiej już w pierwszym zdaniu autoprezentacji. Ćwiczymy mówienie o sobie w trzech zdaniach, sam konkret: jakie krótkie bio wpisać na profilu na Facebooku, Instagramie czy LinkedInie. To musi zahaczyć. Jeżeli nie zahaczy, nikt nie ma czasu, żeby dalej analizować nasze CV. Widzę, że piszecie, że raczej szklanka do połowy pusta i że zawsze obawiacie się, co pomyślą inni. Ktoś napisał: „Wpadłam ostatnio na dobry pomysł, żeby zaproponować komuś z rodziny stronę, ale zjadł mnie stres, kiedy pomyślałam, że mi nie wyjdzie i będzie brzydka”. No właśnie – od razu mamy tendencję do widzenia czarnych scenariuszy. To bardzo niefajny nawyk, który blokuje pewność siebie. Jeżeli chcę zwiększyć pewność siebie i mieć więcej odwagi, muszę pilnować, żeby nie myśleć katastroficznie. Wszystko, co myślimy o tym, co będzie, to stany lękowe, czyli wyobrażenia w naszej głowie. Zauważcie, że w większości przypadków, kiedy sobie coś wymyślam – o Boże, jak to będzie – okazuje się, że wcale tak nie jest. Dlatego nie warto kreować przyszłości pod kątem lęku, tylko odpowiedzieć sobie na pytanie z drugiej strony: co tak naprawdę mogę dać, jakie zasoby mam już dzisiaj, z jakiej mojej wartości ktoś skorzysta. Ja też, wchodząc na live do Sylwii, mogłabym powiedzieć: Boże, kto w ogóle będzie chciał mnie słuchać, co sobie pomyślą. Gdybym tak cały czas myślała, nigdy w życiu nie wyszłabym na żaden live i nie zrobiłabym żadnego szkolenia, bo ciągle z tyłu głowy myślałabym, że przecież nikt nie skorzysta. To jest praca do zrobienia: łapanie takiej myśli na gorącym uczynku, kiedy się pojawia, i mówienie sobie odwrotnie, czyli podważanie jej. To praca, której nikt za nas nie zrobi – codzienna praca ze sobą, która daje świadomość potencjału, pozwala go zauważyć i przede wszystkim buduje wiarę w siebie.
Sylwia:
Sylwia fajnie pisze – wyświetlę to: „Z poprzednią działalnością próbowałam kilka razy i się nie udawało, a teraz jako WA szybko pozyskałam pierwsze klientki. Widzę różnicę w pewności siebie i w śmiałym prezentowaniu oferty”. Wydaje mi się, że kiedy robimy coś zgodnego z naszym potencjałem i z tym, w co wierzymy, dużo łatwiej osiągnąć sukces – tak jak u Sylwii – a wcześniej coś się robiło, ale nie było widać efektów.
Izabela:
Tak, to prawda. Fajne pytanie dla kogoś, kto szuka pomysłu na to, co mógłby w życiu robić: o czym mógłbyś czy mogłabyś mówić non stop, w czym czujesz się dobrze? Czasem opowiadamy znajomym o czymś, w czym realizujemy się prywatnie, albo ktoś prywatnie organizuje wypady dla wielu osób – i potem okazuje się, że to są nasze kompetencje. Często idziemy utartą ścieżką, nawet zawodową, którą – zauważcie – często układają dla nas inni. Trzeba pilnować się i ciągle zadawać sobie pytanie: czy to, co chcę zrobić, jest moim celem, według mojego pomysłu i marzenia, moim pragnieniem – czy czymś, co zostało mi narzucone, bo ktoś powiedział: mogłabyś się w tym sprawdzić, albo: idź tam, bo dobrze płacą. Ostatnio była fala przebranżawiania się do IT, bo w IT dobrze się zarabia – nagle wszyscy ruszyli do IT i oczywiście wielu osobom się nie udało. Jeżeli tego nie czują, tylko idą, bo to potrzebne czy rozsądne, a to zupełnie niezgodne z nimi, to nie ma się co męczyć. Za każdym razem, kiedy czujesz sygnały, że coś jest nie tak i coś ci tu nie gra, zacznij kierować się intuicją. Nie wiem jak wy, ale ja w swoim biznesie, nawet przy poważnych decyzjach, bardzo często kieruję się intuicją. Jakie ty masz doświadczenia, Sylwia?
Sylwia:
Ja też często mam tak, że intuicja mówi: idź w tym kierunku, chociaż rozsądek czasem blokuje i mówi, że to nie jest dobre. I w większości przypadków faktycznie jest to dobry wybór i to działa, więc myślę, że warto słuchać intuicji – czasem po prostu rozważyć za i przeciw.
Izabela:
To kwestia zaufania do siebie. Był fajny komentarz: „Coraz częściej zaczynam siebie zauważać, staram się. Wiem, że dużo umiem i potrafię, ale częściej widzę, czego mi brakuje”. Trzeba wtedy trochę na siłę przestawić wajchę – jak zwrotnicę na torach, która sprawia, że pociąg jedzie innym torem. Jak idziemy cały czas torem „brakuje mi, nie jestem wystarczająco dobra”, to przestawiamy. I za każdym razem, kiedy to wyłapiemy i przestawimy, warto dodatkowo siebie docenić: super, zauważyłam, wyłapałam i umiałam przestawić. To ćwiczenie nawykowe. Ktoś pisze: „Często nie słucham intuicji i zawsze źle na tym wychodzę”. No właśnie – warto zaufać sobie i widzieć w sobie te rzeczy, bo wtedy totalnie inaczej będzie wyglądało nasze życie. Będziemy podchodzić do projektów z inną intencją. Kiedy jako wirtualna asystentka przygotowuję projekt dla klienta, zamiast myśleć z tyłu głowy: ciekawe, czy mu się spodoba, Boże, jak on to przyjmie – wchodzę z tym, że to mój pomysł, wiem, jaką wartość daję, i się tego trzymam. Wtedy inaczej to prezentuję i emanuję totalnie inną energią. Z naszymi myślami o sobie łączą się emocje. Kiedy myślę: Boże, jak ja wypadnę, inni są lepsi – automatycznie wiążą się z tym emocje: źle się czuję, jestem sfrustrowana, zła na siebie, rozczarowana, smutna. Jeżeli jestem w takich emocjach, nie emanuję dobrą energią, tylko idę nisko. Idę na rozmowę z klientem z poziomu „o Boże, jak on mnie przyjmie” albo na rozmowę rekrutacyjną – i nie ma szans, żebym ją wygrała. Dlatego musimy przestawiać myślenie i podważać myśli, które nie są nasze, które zostały nam doklejone. Inaczej nie zauważymy swojego potencjału i nie powiemy na głos: hej, jestem dobra w tym, w tym i w tym – bez poczucia winy. Bo to też wiąże się z naleciałościami: kiedy mówię o swoich atutach, od razu pojawia się hamulec – o Jezu, przechwala się. Jest takie postrzeganie, że to przechwalanie, że nie można, że trzeba być skromnym – to znowu schematy z wychowania. Patrycja pisze, że to sinusoida – raz tak, raz tak. A Stanisława pisze: „Dziękuję. Ten rok jest dla mnie, stawiam na siebie, uczę się doceniać wszystko, co robię. Jest ciężko, ale trening czyni mistrza”. Dokładnie – we wszystkim trening czyni mistrza, w budowaniu pewności siebie i wiary w siebie jest podobnie. Fajnie napisałaś, Stanisławo, że jest ciężko, bo to nie jest łatwy proces – stawanie po swojej stronie, wyłapywanie myśli, żeby bardziej w siebie wierzyć i siebie zauważać. Problem polega też na tym, że często oczekujemy, że to inni załatwią nam akceptację. Idziemy do pracy i mówimy: pracodawca mnie nie docenia – zobaczcie, ile osób tak mówi – nie zauważają, ile tu robię, nikt mi nie podziękował, nie dał premii ani nie zawnioskował o podwyżkę. A to nasza robota i nikt za nas jej nie zrobi. Wiele osób myśli, że wystarczy siedzieć cicho w kącie, aż nas zauważą, a to zgubne myślenie. Mam się pokazać, powiedzieć, co jest we mnie dobrego, poczuć to w sobie – to moja energia. Inaczej na Instagramie będę nijaka i rzeczywiście nikt mnie nie zauważy, bo jak będę mówić o sobie cichutko albo w ogóle będę się bała, nic z tego nie będzie. Ale pilnujcie też, żeby nie powtarzać ciągle: Boże, jak jest ciężko. Czasem słyszę: jaki ten rozwój osobisty jest trudny, trzeba grzebać w procesach, robić ćwiczenia. Nagrałam nawet kiedyś krótki filmik na YouTube o tym, że jeżeli podchodzimy do rozwoju osobistego tak, że jest ciężki, nie ma szybkich efektów, to długi proces – to znowu jestem w zdołowanej energii. Warto traktować rozwój osobisty jako część poznawania siebie. To wspaniałe, że nasz potencjał nigdy nie będzie do końca odkryty. Nie będzie momentu, w którym powiem: wiem o sobie wszystko, znam siebie. Zawsze jest jakiś obszar, który jest nieodkryty i potrafi nas zaskoczyć. To fajne, bo pozwala podchodzić do tego z otwartością i ciekawością dziecka: co mnie tu jeszcze spotka? Nawet kiedy mamy trudność czy porażkę, mówimy: to część procesu, ciekawe, co dalej – i sobie z tym radzimy. Takie podejście daje dużo więcej lekkości. Nie chodzi o to, żeby ciągle się męczyć – o Jezu, jakie to ciężkie – tylko żeby widzieć lekkość i tak układać swoją rzeczywistość, żeby wreszcie móc odetchnąć, a nie postrzegać życia czy pracy jako ciągłego szarpania się.
Sylwia:
To często prowadzi do wypalenia, o którym wspominałaś. Dołujemy się, przy okazji dołujemy otoczenie, dużo rzeczy nam nie wychodzi i wypalamy się w tym, co robimy, czy to w biznesie, czy w pracy. A czasem wystarczy trochę entuzjazmu i dobrych myśli i idzie łatwiej. Wydaje mi się też, że łatwiej zebrać odbiorców wokół marki, kiedy nie widzą u nas samych negatywów, bo te emocje przenoszą się również na nich. Ludzie raczej szukają plusów i dobrych stron biznesu czy pracy i śledzą osoby nastawione pozytywnie, a nie takie, które ciągle przenoszą na nich negatywne emocje.
Izabela:
Tak, i o to chodzi. Jeżeli na rozmowę rekrutacyjną wchodzi osoba, która nie wierzy w siebie i cały czas ma myśli „o Boże, na pewno źle wypadnę”, „inni są lepsi”, to nie jest w stanie dobrze się zaprezentować, a rekruter czy menedżer to wyczuwa – czuje, że nie do końca wierzymy w swoje kompetencje. A jeżeli my nie wierzymy, nikt inny też nie uwierzy – tak to działa. Jeżeli mamy pomysł i w niego nie wierzymy, nie ma powodu, żeby inni go łyknęli. Klient nic od nas nie kupi, jeżeli nie zobaczy naszego entuzjazmu i wiary w to, że produkt jest fantastyczny. Gdybym nie była przekonana, że moje metody działają i że to, co robię, się sprawdza, nie przyszłabym tutaj o tym mówić – albo mówiłabym taka zahukana. Chociaż na początku tak było: kiedy x lat temu zaczynałam pierwsze live’y na Facebooku, byłam tak zestresowana, że dziś wolę tego nie oglądać. Kiedyś byłam bardzo niepewną siebie osobą, która w ogóle się wszystkiego bała. Stopniowo, krok po kroku, musiałam sobie radzić z różnymi rzeczami w pracy zawodowej, a praca w korporacji też dużo mnie nauczyła, bo stawiała przede mną różne wyzwania. To też wskazówka dla osób, które mówią: muszę zaczynać od zera. Zakładamy firmę i mówimy: Boże, wszystko od zera, albo idziemy na nowe stanowisko czy się przebranżawiamy i myślimy, że zaczynamy od zera. A to nie tak. Chodzi o to, żeby doceniać swoje dotychczasowe doświadczenie. Nawet jeżeli ktoś mówi: miałam beznadziejnego pracodawcę, doświadczyłam trudnych sytuacji, mobbingu – z każdego miejsca pracy, każdego projektu i każdej rozmowy z klientem można coś wynieść, czegoś się nauczyć i wyciągnąć coś dla siebie. Chodzi o to, żeby to odkrywać w swoim potencjale. Jeżeli ktoś pyta: co możesz mi powiedzieć o swojej pracy? – zamiast mówić „ja tylko wykonywałam swoją pracę”, mogę powiedzieć: w tej pracy miałam taką sytuację, była presja czasu, klient wymagał, ale dzięki temu, że zrobiłam to i to, poradziłam sobie. Nie przekreślaj żadnego swojego doświadczenia. Zawsze wynosimy z niego kompetencje, które przydadzą się w nowym miejscu – to kompetencje przenośne, uniwersalne. Nawet jeżeli ktoś był mamą na macierzyńskim i nigdy nie pracował zawodowo, to i z czasu bycia w domu można wyciągnąć swoje kompetencje. Bardzo często wstydzimy się okresów w życiu, które nie przynosiły nie wiadomo jakiego sukcesu. Ostatnio miałam sesję z dziewczyną, która mówiła: Boże, jak mam wpisać cztery lata na macierzyńskim, w ogóle nie wiem, jak o tym mówić. Powodowało to u niej poczucie winy i wstydu – nie była w stanie się zaprezentować i panicznie bała się pytania o ten czas, co ma wtedy powiedzieć: że siedziała w domu? Chodzi o to, żeby nawet z takiego czasu wyciągnąć swoje kluczowe kompetencje.
Sylwia:
Też często to zauważam, bo mam wiele kursantek, które są mamami i mówią: przecież przez ten czas nic nie robiłam, jak mam się teraz zaprezentować w ofercie, skoro inni są bardziej doświadczeni, a ja tylko siedziałam w domu. A często nie dostrzegają, że mają już jakieś doświadczenie. Mam takie osoby, które już coś robiły w domu – realizowały jakieś kursy online, ale nigdzie ich nie wpiszą ani nie pokażą, a to już coś, bo zdobyły wiedzę. Albo komuś pomogły, robiły drobne prace graficzne, na przykład zaproszenia dla kogoś z rodziny – i to już jest doświadczenie. Ale myślą: to było dla rodziny, nie będę tego brać pod uwagę ani pokazywać w portfolio. A takie drobne prace można pokazać – czy to grafiki, czy teksty jako copywriterka. Po co umniejszać drobne prace?
Izabela:
Super, trzeba wyciągać wszystko, co robimy, często właśnie dla rodziny. Ktoś pomaga w biznesie rodzinnym i wydaje mu się, że to nic takiego, a to wszystko ma znaczenie, bo możemy z tego powyciągać rzeczy. Im szerzej, tym lepiej, bo liczą się umiejętności uniwersalne: że jestem w stanie szybko dopasować się do miejsca i zmieniających się warunków. To się dziś bardzo liczy i u pracodawców, i myślę, że klienci też doceniają, że jesteśmy w stanie szybko wygenerować rozwiązanie szyte na miarę. To niesamowite, że można żonglować elementami swojego różnego doświadczenia. Czasem rozmawiam z klientami, którzy zamawiają szkolenie i mówią: potrzebuję i tego tematu, i tego. Odpowiadam: nie ma problemu, możemy połączyć, bo robiłam i to, i to. To, co mówisz, Sylwia, jest też ważne pod kątem zbierania opinii i rekomendacji – to mega ważne dla poczucia wartości, pewności siebie, poczucia kompetencji zawodowej i wzmacniania wiary w siebie, o której dziś mówimy. Zróbcie sobie folder – ja nazywam go czasem „ścianą chwały” – i zbierajcie w nim różne rzeczy. Nawet jak klient podziękuje na szybko mailem czy na Messengerze, róbcie screeny i wrzucajcie do folderu. Oczywiście najlepiej prosić o opinie, które można opublikować, na przykład na profilu na LinkedInie albo na swojej stronie, bo nimi można się pochwalić. Ale nawet drobne wiadomości czy komentarze warto zbierać, bo potem, kiedy mamy słabszy dzień i znowu dopada nas fala „jestem beznadziejna”, otwieram ten folder i czytam, co ludzie o mnie piszą, jaką wartość im dawałam – i wtedy się podnoszę. To fajne.
Sylwia:
Dokładnie. Też zawsze rekomenduję zbieranie opinii i rekomendacji – to buduje pewność siebie i pomaga pokazać innym, że się na czymś znamy. Ludzie lubią poczytać o nas opinie, żeby sprawdzić, czy warto z nami współpracować. Fajnie zbierać je na LinkedInie, na Google w profilu firmy czy na Facebooku, a nawet publikować na Instagramie, kiedy dostaniemy fajną opinię. Widzę, że kursantki, które śledzę, publikują: pierwszy klient, pozytywna opinia – publikujemy. To jest fajne i, jak mówisz, buduje pewność, że faktycznie robimy coś dobrze. Dziewczyny, naprawdę warto: zbierajcie i publikujcie swoje opinie i motywujcie się nimi w słabszych chwilach.
Izabela:
Dokładnie, ale też doceniajmy to. Czasami widzę, że ktoś dostaje jedno zlecenie i mówi: jedno zlecenie, co to jest – znowu z poziomu braku. Przestawiamy myślenie: cieszymy się z tego zlecenia, jesteśmy za nie wdzięczne i wszystko się kręci. Albo: jedna opinia, po co mam z nią wyskakiwać, bez sensu. Wszystko ma sens, tylko musi wyjść od nas – najpierw musimy to w sobie przepracować. Na stronie z moimi warsztatami mam opinie, w których ktoś opisuje całą swoją historię: jak zaczynał, co mu się wydarzyło, jak się podniósł. Wtedy jestem aż wzruszona i cała rosnę, bo widzę, że mogłam towarzyszyć w tej zmianie. To dla mnie taka wartość, że nawet jeśli ktoś nie napisze nic konkretnego, a opisze tylko, jak czuł się we współpracy z nami, to już dużo – to pokazuje nasze podejście do pracy i ułatwia innym klientom decyzję o współpracy. Osoby na etacie też powinny cały czas zbierać takie opinie, a nie czekać, aż skończy się praca i dostaną list referencyjny. Trzeba zbierać na bieżąco, bo potem trudno zebrać opinie z wielu lat, a kiedy nagle okaże się, że możemy je wykorzystać, z dnia na dzień ich nie nazbieramy.
Sylwia:
Tak, czasem ludzie mają przebudzenie: potrzebuję teraz dodać opinie na stronę, a ich nie mam. Warto było robić to sukcesywnie i zbierać feedback od klienta od razu, zaraz po zleceniu czy w trakcie pracy, bo później człowiek zapomina i nie ma czasu, a na gorąco chętnie wystawi opinię. Warto więc zbierać i magazynować opinie, czekając na moment, kiedy się przydadzą, zamiast potem na szybko kombinować, skąd je wziąć.
Izabela:
Ale trzeba też o nie prosić, bo zauważyłam, że ludzie mają problem z poproszeniem kogoś o opinię. Ludzie sami z siebie niechętnie piszą opinie pozytywne – negatywne to od razu – bo nie wiedzą, że to ważne. Trzeba więc za każdym razem mówić, że nam na tym zależy, bo rozwijamy działalność i swój profil. Ostatnio miałam taką akcję na LinkedInie: zaczęły się do mnie odzywać osoby, z którymi pracowałam w korporacji ponad 10 lat temu. Złapałam kontakt z kolegą, chwilę popisaliśmy i pomyślałam: przy okazji poproszę go o opinię. Z drugiej strony myślałam: po 10 latach to bez sensu, po co. Ale stwierdziłam: napiszę, co mi szkodzi. I o to chodzi – nic nie tracimy, a możemy zyskać. Okazało się, że kolega napisał mi taką opinię – zaczynał w moim zespole i opisał, czego go nauczyłam – że prawie spadłam z krzesła. Bardzo to podbudowuje, jak mówią o nas inni. Chodzi tylko o to, żeby nie uzależniać poczucia wartości od opinii innych, czyli nie czekać, aż ktoś nas pochwali, podziękuje czy da nam akceptację, tylko zacząć dawać to sobie samemu. Jeżeli sami sobie tego nie dajemy, innym też trudno będzie nam to dawać – tak to działa. Pilnujcie, żeby zacząć siebie doceniać. Dlatego ważne są codzienne nawyki, o których mówimy: robić tę robotę ze sobą krok po kroku, bo jesteśmy tego warci. Dajcie znać, jakie macie jeszcze pytania, bo mamy już prawie godzinkę.
Sylwia:
A może powiesz na koniec, czy są kursy lub szkolenia, które pomogą wydobyć potencjał i popracować nad wiarą w siebie? Widziałam coś u ciebie na stronie, więc może powiesz o nich więcej.
Izabela:
Wiele z tych ćwiczeń można robić samemu, czyli autocoaching – uczę też, jak to robić, bo nie każdy może sobie pozwolić na ciągłe opłacanie sesji coachingowych czy udział w procesach. To wymagające. Nie każdy też ma doświadczenia z psychoterapią i podobnymi rzeczami, które pomagają złapać lepszy kontakt ze sobą. Oczywiście zachęcam, jeżeli czujemy, że nie możemy sobie poradzić w jakiejś sytuacji życiowej, w ustalaniu celów zawodowych, z emocjami czy w docenianiu siebie i ciągle żyjemy w braku, żeby skorzystać z pomocy. Ja prowadzę na przykład grupy warsztatowe online – w najbliższy poniedziałek rusza grupa, którą robię co roku w maju: trzytygodniowy proces „Odkryj swoją drogę”. To nie tylko odkrywanie celu zawodowego, ale też spojrzenie w siebie, żeby zobaczyć, co mam w sobie najlepszego, i różne ćwiczenia na budowanie pewności siebie. Podałam tu też kilka wskazówek, od czego pewność siebie zależy, żeby cały czas patrzeć na siebie z większą wiarą i życzliwością, bo często inne osoby traktujemy lepiej niż siebie – to zawsze ciekawe. Pilnujmy więc, żeby być dla siebie dobrym, zacząć siebie zauważać i dostrzegać, że nasze potrzeby też są ważne. Nie byliśmy przyzwyczajeni, żeby dbać o swoje potrzeby, i dziś skutkuje to tym, że nie pozwalamy sobie nawet na marzenia i stawianie celów. Ktoś może marzyć o instagramowym obrazku z laptopem pod palmą w pięknym kraju i pracy z każdego miejsca na ziemi. Oczywiście to trochę utopia – kto był z laptopem na plaży, ten wie, że to bez sensu, bo świeci słońce, nic nie widać i wszędzie pełno piachu – ale to symbol wolności i decydowania, że mogę ułożyć życie na swoich warunkach i mam na nie wpływ. Chodzi o to, żeby znaleźć w sobie moc sprawczą. Zapraszam też do kontaktu – możemy chwilę porozmawiać, jeżeli ktoś ma taką potrzebę. Prowadzę też bezpłatne konsultacje, które ludzie doceniają. Jeżeli jesteście w takiej otwartości – jak ktoś tu napisał: ten rok jest dla mnie, czuję, że w tym roku zawojuję – to jest już gotowość i otwartość na to, że chcę inaczej. Czasem nawet 15-minutowa rozmowa potrafi nakierować i otworzyć lepsze możliwości.
Sylwia:
Pojawił się komentarz: „Pomyślałam o kobietach, które zostają z dzieciaczkami w domu – może w takiej sytuacji dobrze byłoby skupić się na tym, jakie kompetencje miękkie w tym czasie sobie wyrobiły”.
Izabela:
Dokładnie tak. Będąc w domu, ćwiczę organizację czasu pracy, rozwiązywanie konfliktów, komunikację, empatię, porozumiewanie się z różnymi ludźmi na różnym poziomie, umiejętność załatwiania różnych spraw – cała masa kompetencji. Nawet jeżeli ktoś nie wie, co wpisać w CV za ten czas, polecam podejść do tego w ten sposób.
Sylwia:
Sandra pisze: „Dzięki, mega live”. Cieszymy się, że się przydało. Myślę, że praca nad potencjałem i szukanie go to naprawdę mega istotny aspekt, bo bez tego, jak mówisz, nie ruszymy dalej. Warto, żebyście potem usiadły i rozpisały, w czym jesteście dobre – możecie się później podzielić plusami, które u siebie znalazłyście. Dziewczyny, macie jeszcze pytania? Izo, chciałabyś coś jeszcze powiedzieć, czy będziemy powoli kończyć?
Izabela:
Na koniec chcę po prostu powiedzieć, że trzymam za was kciuki. Warto stawiać na siebie. To, czego się o sobie nauczymy, zawsze nam zaprocentuje. Nawet jak jest trudno, za chwilę będzie lepiej, bo to proces – całe nasze życie jest taką sinusoidą, raz na dole, raz na górze, i to naturalne. Ważne, żeby nie zasiedzieć się w porażkach za długo. Na YouTubie, Instagramie i Facebooku mam dużo bezpłatnych materiałów, więc korzystajcie, żeby się wzmacniać. Ważne też, żeby korzystać ze szkoleń celowo – takich, które mogą wam aktualnie w czymś pomóc – a nie zapisywać się na wszystko, co się wam wyświetli, bo ofert jest dziś na rynku bardzo dużo. Jeżeli potrzebuję budować pewność siebie, powinnam iść na szkolenie z tego albo szukać pomocy w tym kierunku. Jeżeli potrzebuję znaleźć pomysł na siebie i upewnić się w swoich decyzjach biznesowych, to działam w tym kierunku, bo rozpraszanie się na wszystko nic nam nie da. Warto skupić się na tym, co chcemy zrobić, i upewnić się, że krok po kroku realizujemy swoją wizję. Trzymam za was kciuki i bardzo dziękuję za wszystkie komentarze i ciekawe pytania.
Sylwia:
Dziewczyny piszą, że super live – kolejne też piszą „super”. Bardzo się cieszę, że trafiłaś z tematem. Dzięki ci, Izabelo, że chciałaś podzielić się swoją wiedzą. Oczywiście zapraszam do Izabeli – podlinkuję wam później jej stronę i YouTube, więc będziecie mogły kliknąć i zobaczyć coś więcej. Mam nadzieję, że wam się przyda i skorzystacie. Dzięki wam serdeczne, dzięki ci, Izo, i zapraszam na kolejne spotkania.
Izabela:
Dziękuję, do zobaczenia!








