
Zapraszam do odsłuchania nagrania „Afiliacja sposobem na zwiększenie sprzedaży” – rozmowa z Agnieszka Gaczkowska
Kim jest Agnieszka?
Agnieszka Gaczkowska – architekt ze słabością do rękodzieła. Założycielka Oplotki.pl – gdzie wspomaga twórców rekodziela w biznesie. Wraz z wieloosobowym zespołem uczy różnych technik rękodzieła podczas kursów i warsztatów on-line dla osób indywidualnych oraz korporacji. Dzieli się biznesowym doświadczeniem z przedsiębiorcami z różnych branż (https://oplotki.pl/mastermind/ ) ze szczególną uwagą dla handmade (https://oplotki.pl/akademia-rekodzielnika/ ). Prywatnie mama trójki urwisów oraz autorka książki “Oplotki. Sukces handmade”. Jej podcast OPLOTKI trafił na listę polecanych przez Forbes Women Polska, a ideę jogi umysłu w rękodzielniczym procesie streściła w 15-minutowej mowie podczas TEDx Warsaw Women https://www.youtube.com/watch?v=li6l63zSSx0
Więcej na temat afiliacji:
https://oplotki.pl/aplikacja-kurs-afiliacja-2-0
Do posłuchania
Rozmowa w zapisie:
Sylwia:
Włączyło nas. Witajcie serdecznie na kolejnym naszym spotkaniu live. Dzisiaj gościem jest Agnieszka Gaczkowska z Oplotki. Agnieszko, kilka słów o sobie, a ja szybko sprawdzę, czy nas widać i słychać.
Agnieszka:
Cześć, super, udało nam się połączyć. Z tej strony Agnieszka z Oplotki. Jeśli nie kojarzycie marki Oplotki – zajmujemy się prowadzeniem warsztatów rękodzieła stacjonarnie i online. Przez lata, kiedy rozwijamy Oplotki, stało się to też dużą działalnością online, bo mamy sklep internetowy i prowadzimy warsztaty online. Jest tego coraz więcej, uczymy też innych rękodzielników, jak to robić, i siłą rzeczy dzielimy się doświadczeniem z budowania biznesu w online. Od niedawna uczę też online’u i pokazuję: skoro w rękodziele takie rzeczy się udają, to chyba nie ma branży, w której nie można by było z online’u korzystać. A dzisiaj będziemy rozmawiać o afiliacji, bo to coś, co pomogło mi tak naprawdę postawić markę na nogi.
Sylwia:
Dokładnie – dzisiaj afiliacja i programy partnerskie to nasz główny temat. Agnieszka wspomniała, że nie tylko rękodzieło, bo część osób kojarzy cię już z rękodziełem – byłaś u nas na live w związku ze swoją konferencją – a dzisiaj będzie o afiliacji. Widzę, że wszystko jest okej, słychać i widać, więc możemy przejść do konkretów. Czym w ogóle jest afiliacja, jakbyś tak króciutko powiedziała?
Agnieszka:
Super. Na pewno spotkaliście się z afiliacją, jeżeli widzicie kogoś, kto coś poleca i z tego tytułu dostaje wynagrodzenie – ja to wszystko nazywam afiliacją. Natomiast mamy bardzo różne rodzaje afiliacji, a ja chciałabym dzisiaj pogadać o takiej, którą sama wykorzystuję w moim biznesie. Mam wrażenie, że na tym live będą głównie osoby, które siedzą w domu i dłubią swoje – może już zatrudniają wirtualną asystentkę albo mają kilka osób w zespole – ale raczej nie mówimy o wielkich firmach z setkami pracowników. Będziemy więc mówić o tym, jak my możemy wykorzystać afiliację dla siebie. Bo co innego afiliacja, kiedy widzimy reklamy w telewizji albo celebrytę promującego coś na swoim wielkim kanale na YouTubie – to też jest afiliacja – a ja chcę dzisiaj mówić o afiliacji takiej po ludzku, dla nas. Mam nawet prezentację, bo jeżeli nie znacie tego terminu, to myślę, że ona dużo rozjaśni. Z doświadczenia wiem, że jak pokazuję coś takiego, wiele osób mówi: aha, to ja wiem, co to jest afiliacja – tylko często tak tego nie nazywamy.
Agnieszka:
Dlaczego w ogóle mówię o afiliacji? Bo to coś, co trochę odpowiada na nasz ból: mamy już trochę dosyć social mediów, ciężko nam się przebić. Facebook sprzed 8–10 lat, kiedy zaczynałam, to już nie jest ten sam Facebook – jak reklamy nie dosypiesz, to ciężko cokolwiek sprzedać. Szukamy więc innych narzędzi. I mówię to jako osoba, która ma dużego Facebooka, Instagrama, podcast, YouTube’a, TikToka i całą resztę, czyli działamy prężnie w social mediach. Ale mówię to też z perspektywy osoby, która rozwija markę, której w sieci w ogóle nie widać. Oplotki pewnie znacie – albo wyświetla wam się reklama, albo zaraz będzie was targetować, jak wejdziecie na stronę, bo dorwie was mój Pixel Facebooka. Natomiast pewnie nie widziałyście w necie strony agnieszkagaczkowska.pl – tę stronę promuję afiliacyjnie. Mówię to tytułem wstępu, żeby pokazać wam, że jest inny sposób na marketing niż ciągłe wyskakiwanie z lodówki, i jestem na to żywym dowodem. O ile Oplotki na pewno wyskakują wam z lodówki – to nasza celowa strategia – o tyle marka agnieszkagaczkowska.pl i bardzo dużo działań samych Oplotek dzieje się trochę pod powierzchnią, właśnie kanałem afiliacyjnym.
Agnieszka:
Jak wpiszecie „afiliacja” w wyszukiwarkę czy w Wikipedię, wyskoczy wam standardowa definicja. Chcę tylko, żebyście miały z tyłu głowy, że ona jest, i ja się na nią nie obrażam, ale trochę tę afiliację oswajam – co z niej jest dla nas. W internecie mamy taki mechanizm: jesteśmy sprzedawcą i sprzedajemy klientowi – prosta sprawa, sprzedawca sprzedaje, klient kupuje. W afiliacji pojawia się jeszcze tak zwany wydawca czy polecający – tak to podają definicje. Ja bardziej lubię słowo „polecający”. To osoba, która mówi klientowi: ej, ten sprzedawca ma coś super, kup, naprawdę bomba. Dla mnie to jest mechanizm afiliacji: pojawia się trzecia osoba, do której najczęściej mamy zaufanie i której po prostu słuchamy. Na przykład idziemy do fryzjerki. Co robimy? Pytamy najlepszą kumpelę: ej, poleć mi kogoś fajnego w okolicy. I idziemy do fryzjerki, którą kumpela nam poleciła. To trochę mechanizm afiliacji, z tą różnicą, że kumpeli za to nie płacimy ani fryzjerka nie płaci jej za polecanie. Afiliacja to dokładnie takie polecanie, tylko że wchodzi jeszcze mechanizm finansowy. Polecanie jest stare jak świat – jak widzicie, używam tego słowa zamiennie z afiliacją – tylko kiedy mówimy „afiliacja”, pojawia się jeszcze kasa. Jak komuś trudno to zrozumieć: afiliacja to takie polecanie z bonusem.
Agnieszka:
W teorii wszystko wygląda bardzo prosto. Mamy klienta, któremu ktoś coś poleca – powiedzmy ta kumpela – a kumpela dostaje wynagrodzenie od sprzedawcy, bo ten mówi: kurczę, co chwilę przyprowadzasz mi kogoś fajnego, podajesz mi klienta na złotej tacy, to chętnie podzielę się z tobą wynagrodzeniem. Po co mam płacić Zuckerbergowi za reklamę na Facebooku, wolę zapłacić tobie. W teorii ten mechanizm jest bardzo fajny i mądry, natomiast wykładamy się na nim – dlatego dzisiaj chcę o nim pogadać. Na slajdzie białym zaznaczyłam moment płacenia: sprzedawca sprzedaje klientowi – to czarna strzałka, przepływ usługi czy produktu – klient płaci sprzedawcy – to biała strzałka – a sprzedawca płaci polecającemu za to, że przyprowadził czy polecił klienta. I super, jak tych klientów jest więcej. Zamysł polega na tym, że sprzedawca wchodzi w układ z polecającym po to, żeby mieć więcej klientów i zabrać się za swoją robotę zamiast za sprzedawanie. A działa to jeszcze lepiej, jak polecający przyprowadza więcej klientów.
Agnieszka:
Tak rozumiem afiliację na przykład w Oplotkach czy w usługach mojej marki osobistej, w której podpowiadam rozwiązania biznesowe na bazie doświadczeń z budowania Oplotek. Chodzi o to, że po prostu dobrze robię swoją robotę. Jeżeli ktoś mnie poleca i przychodzi klient, który chce kupić godzinę konsultacji biznesowych, uczyć się ode mnie afiliacji albo współpracować z marką Oplotki, to jest to klient, który przyszedł bez mojego dużego wysiłku. Normalnie musiałabym pewnie zainwestować krocie w reklamy na Facebooku, więc wolę po prostu zapłacić osobie, która mi go poleciła. Dla mnie afiliacja to jasne ustalenie zasad współpracy, żeby nie było tylko poziomu wdzięczności – bo wdzięczność wiadomo, zawsze jest – tylko jasna transakcja. W przypadku naszych oplotkowych produktów to 10% prowizji za to, że ktoś podał nam klienta na złotej tacy. Na przykład są panie, które kupują nasze kursy szydełkowania online i polecają je sąsiadce. Sąsiadka przychodzi, kupuje i mówi: jestem z polecenia tej i tej osoby – i pani, która poleciła, dostaje 10% wynagrodzenia. Dla mnie afiliacja to umiejętność sprzedawania produktów w oparciu o strasznie starą moc rekomendacji, mechanizm tak zwanej poczty pantoflowej. Ta poczta zawsze była, jest i mam wrażenie, że zawsze będzie. Nie wiem, Sylwia, jak tu się włączysz, bo myślę, że w tym miejscu warto się zatrzymać i zobaczyć, czy ktoś nie ma pytań – nie chcę was zasypać, a mam jeszcze trochę slajdów.
Agnieszka:
Mogę to jeszcze zebrać na prostym przykładzie, jak wygląda to u nas w Oplotkach. Oczywiście sprzedajemy, puszczamy reklamy na Facebooku, produkty są w naszym sklepie, mamy podcast i ktoś może z podcastu wejść i coś kupić. Ale mamy też bardzo dużo klientek, które są zadowolone i zaczynają nas polecać. Wyszłyśmy z inicjatywą: dlaczego by tym klientkom nie dać czegoś więcej niż podziękowanie? Oczywiście są osoby, które nie rejestrują się w naszym programie afiliacyjnym i tak polecają nasze produkty, bo i tak powiedziałyby kumpeli. Ale są też takie, które rozwijają swoją działalność, prowadzą już własne warsztaty rękodzieła i wspominają na przykład o naszych e-bookach czy kursach prowadzenia warsztatów – i dzięki temu zarabiają 10% od ceny danego produktu. Dla nas to układ idealny, bo pieniądze, które normalnie zapłaciłybyśmy za reklamę, wolimy zapłacić konkretnej osobie.
Sylwia:
Czekamy na pytania, dajcie znać. Mam wrażenie, że często fajniej i łatwiej jest sprzedać właśnie przez rekomendacje, bo ludzie ufają osobie polecającej i chętnie się decydują. Ciebie może kojarzą z reklam, ale jeszcze nie znają bliżej, a jeżeli poleca to ktoś znajomy, komu ufają, to chętnie kupią. Mamy wtedy szersze pole manewru – nie ograniczamy się do osób z reklam, z którymi kontakt jest częściowo zimny, bo to nie jest jeszcze ogrzana społeczność. Tu jest konkretna osoba, która nas poleca i której ufają, więc łatwiej przez nią coś sprzedać – do tych osób moglibyśmy w ogóle nie dotrzeć. To fajny sposób i, jak powiedziałaś, sprzedaż trochę bez sprzedawania. Ja też mam prezentację o tym, jak sprzedawać, nie sprzedając, i afiliacja jest jednym z elementów. Robimy produkt, zbieramy partnerów – zaraz będę miała pytanie, jak ich zebrać – a oni idą już swoimi ścieżkami i pozyskują dla nas ludzi. Nie musimy inwestować w reklamę i wyskakiwać z lodówki, bo nie każdy to lubi. To też sposób na promocję dla osób, które nie lubią pokazywać się wszędzie i nie czują się z tym dobrze.
Agnieszka:
Dokładnie. Fajnie, że powiedziałaś o tym, kogo możemy pozyskiwać jako partnerów, bo myślę, że to rozumienie afiliacji, które ja mam… O, dzwoni kurier, muszę lecieć otworzyć.
Sylwia:
Czekamy na Agnieszkę. Dajcie znać, czy macie pytania do definicji afiliacji czy w ogóle o afiliację – spokojnie wpiszcie je w komentarzach, powinniśmy je widzieć. Patrzę też na Facebooku, czy nie pokazuje więcej niż nasz program. Jak wspominałam, często mówię o wchodzeniu w takie współprace i programy afiliacyjne – później będziemy o tym mówić z Agnieszką – czy to instalując wtyczki w sklepach, czy po prostu dogadując się z kimś bez specjalnych systemów, bo nie każdy chce od razu wchodzić w kwestie techniczne. Zaraz wrócimy też do pytań – super, że się pojawiają.
Agnieszka:
Już jestem. Po prostu nie ma zmiłuj – biznes online na żywo, widać, że jesteśmy na żywo.
Sylwia:
Tak jest, u mnie też zawsze coś się dzieje, jak jestem na żywo. To może na początek o tym, z kim współpracować, bo nie każdy będzie dobrym partnerem.
Agnieszka:
Dokładnie, super, że o tym powiedziałaś. Mam wrażenie, że w online mieszają się osoby, które wypompowały sobie super wizerunek w sieci, puściły super reklamy i jakoś się kręci, z osobami, które po prostu robią dobrą robotę, ale siedzą trochę we własnej bańce i nie inwestują tyle w marketing. Ja trochę jestem cwaniaczką, bo zbieram plony ośmiu lat pracy – rzeczywiście moja gęba wyskakuje z każdego kąta internetu – ale nie miałam tego od pierwszego dnia. Pamiętam momenty, kiedy Oplotek jeszcze nikt nie znał, nikt nie wiedział, kim jestem, i ludzie mi nie ufali. Nagle wyskoczyła jakaś, która chce uczyć, jak prowadzić warsztaty rękodzieła, a nikt nie widzi, jak codziennie je prowadzę, więc każdy musi uwierzyć na słowo. Zanim ludzie przekonali się, że za moją marką osobistą i marką Oplotki stoi jakość, było mi bardzo trudno. Mam natomiast wrażenie, że odkąd zaczęłam używać afiliacji, bardzo wielu twórców, których nikt nie zna, a ja już poznałam – byłam u nich na warsztacie i jestem urzeczona – zyskuje. Z poziomu wieloletniego doświadczenia potrafię powiedzieć, że ktoś robi świetną robotę, i wystarczy, że ja tę osobę polecę, a ona – teoretycznie nieznana w necie – dostaje kredyt zaufania, który ja budowałam latami. Moim zdaniem to największa zaleta afiliacji: bardzo ważne jest, kto nas poleca, bo jeżeli to osoba, której ufamy, automatycznie przenosimy ten kredyt zaufania na osobę polecaną.
Agnieszka:
Dlaczego o tym mówię? Bo kiedy zaczynałam 8 lat temu, Facebook, Instagram i social media funkcjonowały inaczej i naprawdę dużo można było zrobić organicznie. Teraz coraz trudniej się przebić. Mam wrażenie, że afiliacja staje się narzędziem, które pozwala podpiąć się pod istniejące społeczności i budować kredyt zaufania trochę na plecach osób, z którymi już współpracujemy albo się znamy. Naturalnymi partnerami, którzy mogą pomóc nas promować, są marki, które już mają zaufanie i pod którymi chcemy się podpisać. Dla mnie osobiście najłatwiej było podpinać się pod marki mentorów. Od lat prowadziłam już działalność w Oplotkach, a doświadczenie biznesowe z budowania tej marki to był ogrom wiedzy o biznesie online. Wiedziałam, że nie chcę rozpraszać komunikatu, nagle promując się jako mentorka biznesowa, ale chciałam się tą wiedzą dzielić. Pamiętam, kiedy zaczęłam prowadzić afiliację dla mojej mentorki biznesowej – oczywiście anglojęzycznej, która uczy biznesu online. Zaczęłam promować jej kurs i trochę podpisywałam się pod jej autorytetem, bo mówiłam, że na pokładzie jej programu jestem mentorką i prowadzę ludzi po polsku w jej Kickstarcie. To było świetne narzędzie na kredyt zaufania, bo osoby, które trafiały do jej programu i doświadczały mojego mentoringu, bardzo szybko wracały do mnie po mentoring biznesowy jeden na jeden. Okazało się, że w ogóle nie budując marki osobistej w sieci – mało kto mnie wtedy znał – nagle nie narzekałam na brak klientów. A to tylko dlatego, że moją partnerką była bardzo poważana, międzynarodowa mentorka. Trochę tak było, że ona mówiła: Aga się zna, idź do niej, bo moja godzina kosztuje 10 000 dolarów, a Aga bierze półtora koła za dwie godziny. Automatycznie ten kredyt zaufania przenosił się na mnie. Myślę, że to najłatwiejszy sposób, żeby wyjaśnić, jak można to wykorzystać dla siebie tu i teraz.
Sylwia:
Dokładnie – szukajmy partnerów, dzięki którym możemy wspinać się wyżej. Oczywiście inni partnerzy dodatkowo też jak najbardziej, ale żeby wszystko szybciej się rozkręciło, fajnie jest, jeśli partnerzy mają już swoją społeczność i markę. Pojawiło się pytanie: czy programy afiliacyjne działają na zasadzie MMR?
Agnieszka:
Boże, musiałabyś mi wyjaśnić, co znaczy MMR.
Sylwia:
Też się zastanawiam – skojarzyłam to z marketingiem wielopoziomowym, MLM. Może o to chodziło, tylko zamiast „L” wyszło „R”. Czyli czy to jest taki MLM?
Agnieszka:
Nie. MLM, czyli marketing wielopoziomowy, sieciowy, to coś zupełnie innego, bo sieć bazuje na piramidzie: musisz zapraszać kolejne osoby i tak dalej. Nie znam się na tym super, ale doświadczyłam i wiem, co to jest – i z daleka obchodzę szerokim łukiem. Szanuję, jeżeli ktoś się w tym sprawdza, natomiast to zupełnie inny sposób polecania. Rodzajów afiliacji jest bardzo dużo, a ja mówię o jednym, który u mnie świetnie zadziałał i który chcę wam polecić. Bo może być tak, że celebryta poleca płatki śniadaniowe – ostatnio była afera, że ktoś polecał parówki, za chwilę mleko sojowe – i ma, powiedzmy, 5% od każdego sprzedanego mleka. Wymyślam stawkę, bo jej nie znam, ale to model prowizyjnego rozliczania i to też jest afiliacja. Ja natomiast mówię o afiliacji, która sprawdza się dla nas, dla biznesów online. Dla mnie to płacenie komuś za to, że cię poleca, w otwarte karty. To jest deal biznesowy: płacisz komuś za polecanie. Wiem, że często odzywają się głosy: ale jak komuś płacisz, to jest nieszczere, bo poleca cię tylko dlatego, że płacisz. Moim zdaniem nie, i jestem żywym dowodem, że tak się nie dzieje. Fajne było pytanie Sylwii, jak szukać partnerów – dla mnie partnerzy to zawsze osoby, z którymi mam już relację biznesową. Tak jak wspomniałam o mentorce: ona nie poleca mnie ni z gruchy, ni z pietruchy. Wie, że robię dobrą robotę na polskim rynku online, i poleca mnie, bo sama nie wyrabia się z obsługą wszystkich jeden na jeden, a ja ciągle się tym zajmuję. Jest jej na rękę mnie polecić, bo wie, że dowiozę klientowi efekt na złotej tacy, i chętnie podzielę się wynagrodzeniem, zamiast płacić na przykład za reklamy na Facebooku.
Agnieszka:
Mam jeszcze dwa sposoby na partnerów, które pokazują, że to nie może być marketing wielopoziomowy, bo tu zawsze musi być relacja. Pierwszy to relacja partnerska, jak u nas: obie prowadzimy swoje biznesy, ty świetnie znasz się na WordPressie, ja na tym, co robię. Kiedy pracuję biznesowo – choćby wspierając dziewczyny w Kickstarcie, doradzając w biznesie online strategicznie, z lotu ptaka – zaczynają się pytania o szczegóły, jak coś wyklikać na stronie, i od razu odsyłam do ciebie. Tu też pojawia się możliwość wynagrodzenia za polecanie. A trzeci rodzaj partnerstwa to nasi klienci. I tu znowu: nikt nie będzie polecał twoich produktów, jeżeli z nich nie skorzystał i nie jest zadowolony, prawda?
Sylwia:
Dokładnie tak. Musi być zadowolenie i musi być relacja, bo nikt obcy nie chce polecać tylko dla zarobku – to nie byłoby szczere z jego strony i nie czułby się z tym dobrze. Chociaż są tacy, którzy polecają wszystko po kolei, ale to raczej influencerzy. Między naszymi biznesami odbywa się to na zasadzie relacji, bo osoby, które nas znają i nam ufają, łatwiej kupują. A jeśli jesteśmy małym biznesem, zależy nam na opinii i nie chcemy jej sobie zepsuć, więc nie będziemy polecać byle kogo i byle czego.
Agnieszka:
Dokładnie. Chciałabym to pokazać, bo słyszę w tym pytaniu wątpliwość: czy to przypadkiem nie MLM, nie do końca rozumiem, o co chodzi, więc podchodzę sceptycznie. Dlatego chcę pokazać przykłady partnerstw. Dziewczyny, pomyślcie o swoich biznesach i o tym, kto mógłby być waszym partnerem, czyli potencjalnie polecać waszą działalność. Ja będę podawać swoje przykłady, a jak pojawią się pytania, śmiało pytajcie. Myślę, że to najłatwiejszy sposób zrozumienia afiliacji – potencjału, który tkwi w mądrym współpracowaniu. Nie chodzi tylko o to, że fajnie coś razem robimy, tylko o ułożenie tego w model, w którym wzajemnie zarabiamy na poleceniach. Dla mnie to sedno afiliacji, o której mówię.
Sylwia:
Pojawiła się informacja, że takich afiliacyjnych kont na Instagramie jest sporo. Jeżeli to typowi influencerzy, to tak, oni polecają. Ale między małymi biznesami, którym zależy na budowaniu swojej marki i przy okazji na polecaniu czegoś, z czego korzystają i z czego są zadowoleni, raczej dba się o to, żeby polecać kogoś, z kim się faktycznie współpracowało i kogo doświadczenia i umiejętności jest się pewnym. Ja też nie poleciłabym usług, z których nie korzystałam – wielu takich współprac już odmówiłam. Nazwa.pl się do mnie dobijała, a ja z nich nie korzystam i nie jestem z nich zadowolona, więc nie będę ich polecać. Myślę, że typowi influencerzy instagramowi działają trochę inaczej.
Agnieszka:
Dokładnie, i myślę, że trafiłaś w sedno. Przepraszam, mam chore gardło i włącza mi się kaszel, więc wtedy się wyciszam. Myślę, że złe imię afiliacji wzięło się od influencerów, którzy biorą parówki, za chwilę mleko sojowe, a za chwilę środki do czyszczenia, bo opiera się to tylko na kasie: biorę deal, który bardziej się opłaca, i trochę mam gdzieś, kogo, co, kiedy i jak polecam. Natomiast w naszych biznesach chodzi o to, żeby z wielką uważnością wybierać, kogo, kiedy i jak polecamy. Zobaczcie: w Oplotkach mówię o rękodziele, o wylogowaniu się z codzienności, o tym, co dają nam warsztaty, i same prowadzimy warsztaty online i offline – to nasza oferta core’owa. Kiedy prowadzimy komunikację wokół tych tematów, nie pasowałoby mi, żebym w Oplotkach opowiadała, jaka jestem zarąbista mentorka biznesowa, bo zaczynałoby się tego robić za dużo. Afiliacja działa tak, że co chwilę ktoś poleca mnie i mówi: ej, Gaczkowska ogarnia, ciągnie te Oplotki, robi biznesy. Ktoś poleca mnie jako osobę, która ogarnia biznesy, choć nie natyka się u mnie na stricte biznesową ofertę, bo mój biznes stoi na warsztatach rękodzieła i usługach biznesowych dla rękodzielników – wszystko kręci się wokół rękodzieła. Ale kiedy ktoś mówi: idź do Agnieszki, bo w dwie godziny konsultacji spojrzysz na swój biznes z lotu ptaka, a ona pokaże ci, co możesz zrobić tak, a co inaczej, bo przetestowała to w Oplotkach – to pokazuje, że nie muszę wielce promować się jako mentorka biznesowa, bo i tak ktoś przyjdzie z polecenia, a moją wizytówką jest to, że jestem świetną przedsiębiorczynią. Marketing i polecanie dzieją się pod spodem. Przepraszam, ten kaszel to masakra, więc oszczędzam gardło, ale chcę powiedzieć chociaż o najważniejszych rzeczach.
Agnieszka:
Zobaczcie: polecam na przykład moją mentorkę i robię u niej duże kampanie – dlatego mówię „od groszy do 25 000 dolarów”. Kiedy wybieram, kogo chciałabym polecać albo kto stanie się moim partnerem polecającym Oplotki, robię to bardzo świadomie. Nie rzucam się na współpracę, kiedy na przykład firma produkująca sznurki proponuje mi złote góry za wszystkie wideo, bo nie mam desperacji finansowej. Wybierając partnerów, filtrem są dla mnie z jednej strony finanse, a z drugiej to, czy ma to wartość dla moich klientów. Zastanawiając się nad współpracą z mentorką, myślałam: w sumie nie chcę uczyć ludzi, jak robić kursy online. Mogłabym – robię to w mojej Akademii Rękodzielnika dla twórców rękodzieła – ale nie chcę uczyć tego wszystkich ludzi na świecie. Moja mentorka to robi, a do mnie często trafiają osoby z pytaniem: Agnieszka, nauczysz mnie, bo chcę zrobić kurs online? Ja nie świadczę tej usługi, więc odsyłam do mentorki, bo nie znam lepszej osoby. A na pokładzie jej programu dodatkowo pomagam i doradzam, jak to wygląda w naszym polskim grajdołku, bo ona uczy po angielsku, a wiadomo, że jest różnica między rynkiem międzynarodowym a naszym. Taki układ, w którym polecam program, dostaję z tego tytułu wynagrodzenie, a jednocześnie zarabiam w nim jako mentorka i podpisuję się swoją twarzą pod jakością tego, co tam się dzieje, to świetny strumień przychodu afiliacyjnego. Z drugiej strony przychodzi do mnie druga i trzecia osoba, która mówi: skoro nie uczysz robienia kursów online, a ja uczę, to może byś mnie polecała – i kładzie ofertę na stół. A ja nie jestem w takim głodzie i desperacji, żeby polecać pięć różnych mentorek. Afiliacja oznacza, że możesz wybierać świadomie. Kiedy decydujesz się na współpracę świadomie, bo osoby, którym pomagasz, pytają o jakiś produkt, a ty decydujesz, że nie chcesz go dowozić, zaczyna się budować dodatkowy strumień dochodu.
Agnieszka:
Oczywiście prowadzę mastermindy biznesowe i podpowiadam w zakresie afiliacji, ale to wąskie wycinki wiedzy biznesowej, którymi się dzielę, i to są moje produkty. Często umawiam się z innymi przedsiębiorczyniami online, które uczą szeroko rozumianego online’u i zagadnień biznesowych, ale nie chcą wchodzić w szczegóły afiliacji, bo to mój konik. Mam bardzo dużo przykładów, eksploruję, sprawdzam różne współprace i dzielę się doświadczeniem: z kim fajnie, z kim nie, jaki model, jaki procent prowizji, dlaczego tak, a dlaczego inaczej. Te dziewczyny często zapraszają mnie do swoich programów, żebym opowiadała o afiliacji, i to znowu jest układ finansowy, forma zarobku – dla mnie to też afiliacja. Dostajemy wynagrodzenie za swoją pracę, ale nie stajemy się dla siebie konkurencją, tylko potencjalną współpracą. Sama bardzo dużo się uczę, również za granicą, po angielsku. Polecam moją mentorkę biznesową, u której uczyłam się podstaw online’u – zawsze na przełomie roku możecie podglądać, jak polecam jej program. Teraz uczę się też inwestowania u międzynarodowej mentorki, jestem bardzo zadowolona, mam niesamowite efekty i polecam jej program. To znowu polecenia afiliacyjne, a na pokładzie tych programów zawsze mogę pomagać i dodawać wiedzę. Dla mnie to dodatkowe narzędzie budowania marki. Jestem ciekawa waszych pytań, bo afiliację najlepiej tłumaczy się, odpowiadając na pytania.
Agnieszka:
Chciałam wam pokazać, że budując Oplotki, musiałam nauczyć się bardzo wielu rzeczy. Była pokusa: skoro nauczyłam się podcastowania, mogłabym uczyć was podcastowania – znam się na tym. Mogłabym uczyć, jak poradzić sobie z mindsetem wokół pieniędzy. Ale tego nie robię, tylko wolę polecać specjalistki, u których się uczyłam. Przychodzi do mnie klientka: Aga, naucz mnie robić podcast. Mogłabym to zrobić na konsultacjach i w ten sposób zarobić, ale mówię: wysyłam cię do mojego kolegi, który ma świetny kurs podcastowy i nauczy cię dziesięć razy lepiej, bo siedzi we wszystkich zakamarkach tematu. A z tym kolegą mam układ afiliacyjny. I co się dzieje? Nie mam w sobie żalu, że odsyłam cię do niego, nie odpala mi się mechanizm „kurde, straciłam klienta, to zrobię ci te konsultacje, bo boję się, że cię stracę”. Wysyłam cię do osoby, która zrobi to dla ciebie o wiele lepiej, a ja mam z tego choćby mały procent prowizji. Dzięki temu staje się to oficjalną działalnością afiliacyjną.
Sylwia:
Tak samo jak u Agnieszki – ja też współpracuję z osobami, które znają moje usługi i z nich korzystają. Nie są totalnie przypadkowe, bo przypadkowa osoba nie może się zarejestrować w moim programie partnerskim. Działa to podobnie: sama też polecam usługi i produkty, z których osobiście korzystam i z których jestem zadowolona. I tak jak mówi Agnieszka – współpracuję z innymi na zasadzie: nie zajmuję się jakąś działką, na przykład reklamami na Facebooku, więc odsyłam do dziewczyny, o której wiem, że świetnie to robi, bo sama korzystałam z jej pomocy. Widzę to też u dziewczyn ze Szkoły Wirtualnej Asysty: uzupełniają się nawzajem i polecają, albo wymieniając się klientami, albo na zasadzie prowizji. Fajnie im to działa, bo mogą łapać klientów z różnych obszarów, uzupełniać swoje umiejętności i wymieniać się klientami.
Agnieszka:
Dokładnie. Super, że o tym mówisz, bo dziewczyny, które umawiają się i wzajemnie polecają – to cały czas się dzieje. Pewnie znamy też pojęcie barteru – dla mnie to afiliacja bez kasy, usługa za usługę. Jestem wielką zwolenniczką transparentności i grania w otwarte karty. Jeżeli komuś absolutnie ufamy, idziemy jak w dym – ja tak mam: jak szukam jakiegoś programu, rzucam hasło w mastermindzie, dziewczyny mi kogoś doradzają i idę jak w dym, choć mogę tej osoby nie znać, bo poleciła mi ją osoba, której ufam. Ale coraz częściej widzę w necie, że ktoś poleca, a my nie do końca ufamy, bo poleca już dziesiąte parówki z rzędu. Myślę, że rozbijamy się o brak transparentności. Dla mnie afiliacja to świetna idea sama w sobie – wolę płacić żywemu człowiekowi, na przykład mojej klientce, która nałogowo poleca nasze programy i przyprowadza kolejne klientki, niż przysłowiowemu Facebookowi za reklamy. Rozbijamy się natomiast o to, że ktoś kogoś poleca trochę z przysługi, a potem ja poleciłam i przyszło do ciebie pięć klientek, a ty poleciłaś i przyszła jedna, i pojawia się poczucie niesprawiedliwości, współpraca robi się do bani, odechciewa się i wszystko się rozsypuje. Kiedy podejdziemy do afiliacji po Bożemu – z umową, z konkretną stawką, czy to kwotą, czy procentem – jest inaczej. Na przykład sprzedaję półroczny mastermind – to produkt rzędu 10 000 zł, w otwarte karty. U mnie polecać mogą tylko osoby, które brały udział w tym programie, i jak polecą kolejną osobę, mają 10%, czyli 1000 zł. Umówmy się, 1000 zł piechotą nie chodzi, ale umówmy się też, że produktu za 10 000 zł nie kupujemy tak sobie. U mnie ten mechanizm bardzo dobrze działa, bo osoby z mastermindu są świetnie zadowolone i mają niesamowite efekty. A produktów za 10 tysięcy nie kupujemy pod wpływem emocji na webinarze – raczej mamy trudne wyzwanie, problem do rozwiązania i szukamy specjalisty. Zauważyłam, że kiedy mam taki układ z klientkami, a osoba wchodząca do mastermindu z polecenia wie, że polecająca ma prowizję, to wszyscy gramy w otwarte karty. Widać, że skoro ty, przedsiębiorczyni ze świetną społecznością i świetnym biznesem, polecasz ten program, a ja wiem, że dostajesz za to 1000 zł, to nie jest to przypadkowe. Buduje się duże zaufanie, bo wiem, że jest przepływ finansowy, ale nie zastanawiam się, jaka magia dzieje się pod stołem – wszystko jest w otwarte karty.
Agnieszka:
Mówiąc o afiliacji, często spotykam się z hejtem w drugą stronę: do tej nie idę, bo ona ze wszystkiego, co poleca, ma kasę. Nie – bardzo wiele rzeczy polecam zupełnie bez afiliacji. Na przykład ciebie, Sylwia, nałogowo polecam, choć nie mamy dealu afiliacyjnego, bo po prostu robisz świetną robotę. Jak jestem przekonana, że ktoś świadczy świetne usługi albo sprzedaje świetne produkty, i tak będę polecać, czy mam układ afiliacyjny, czy nie. Ale wychodzę z założenia: jeżeli jest potencjał na wynagrodzenie, to czemu nie? Chciałam, żeby to wybrzmiało, bo kiedy opowiadam o afiliacji jako polecaniu z bonusem, często pojawia się skrzywienie, że to nieszczere i ludzie będą to robić tylko dla kasy. Myślę, że musimy o tym gadać i normalizować ten temat, bo pieniądze w biznesach online są i przepływ finansowy jest. Jest mi przykro, że jako kobiety często rezygnujemy z możliwości finansowych, bo wjeżdżają nam jakieś przekonania, czegoś się boimy – najczęściej tego, że nie dogadamy się z kimś na jasną kwotę albo że ktoś coś o nas pomyśli, bo zarabiamy. Mówię: przestańmy grać w bierki, zacznijmy grać w prawdziwy biznes i oswójmy afiliację dla siebie, bo nawet nasze małe biznesy mogą generować fajne dodatkowe strumienie przychodu.
Agnieszka:
Pokażę jeszcze grafikę, która bardzo mi pomaga w kursie, gdzie zobrazowałam masę przykładów afiliacji – tej, na której się wyłożyłam, i tej, która świetnie funkcjonuje – i wydestylowałam z nich wnioski. Z jednej strony jest mindset, na którym możemy się wywrócić: ktoś pomyśli, że polecam kogoś za pieniądze, jak to brzmi. Tu jest schowane dużo różnych rzeczy. Kolejna rzecz to skills, czyli umiejętności: jak mam kogoś polecać, skoro sama nie bardzo się na czymś znam? Zawsze podaję przykład: jesteśmy psychoterapeutką, a nie coachem, ale wiemy, że na psychoterapii pracuje się bardziej z przeszłością, a coach skupia się na przyszłości. Przychodzi do nas ktoś, kto ewidentnie potrzebuje coachingu – jako psychoterapeutka możemy świetnie polecić coacha i to fajny potencjał na współpracę: coach przysyła nam ludzi na psychoterapię, a my odsyłamy do niego tych, którzy potrzebują coachingu. Chodzi o to, że musimy wiedzieć, w czym jesteśmy dobre, żeby móc posyłać ludzi do kogoś innego. Jak się na czymś znam, nie czuję się zagrożona, kiedy mówię klientowi: przepraszam, to nie jest moja strefa geniuszu, ja robię to, to i to, zapraszam do innej osoby. A jak nie wiemy, na czym się znamy, mamy strach, że jak przychodzi klient, trzeba go złapać za nogi i niech zostanie z nami do końca życia. Im pewniej czujemy się w swojej ekspertyzie, tym częściej potrafimy powiedzieć: tego nie robię, to nie moja działka. Na tym możemy się wykładać szczególnie na początku, więc nie polecam afiliacji komuś, kto dopiero zaczyna biznes. To dla osób, które już wiedzą, jakie usługi i produkty sprzedają, i chcą dotrzeć do większej rzeszy klientów oraz pomyśleć o strategicznych współpracach. Trzecia rzecz to narzędzia – i myślę, Sylwia, że to ty pokazujesz. Ja wyłożyłam się na przykład na tym, że nie miałam odpowiedniej wtyczki na WordPressie, dzięki której klientki wchodzą na stronę, rejestrują się i generują specjalny link do polecania. Wtedy nie muszą za każdym razem mówić: Ania przyszła ode mnie, poproszę za nią prowizję – tylko podają Ani link, Ania kupuje produkt z linku afiliacyjnego, a my w systemie widzimy, że Ania przyszła od Sylwii i należy się prowizja. Na koniec kwartału czy roku robimy rozliczenie i wypłacamy prowizje. To chyba tyle z grubszych rzeczy – myślę, że warto skupić się na pytaniach, jeżeli jakieś są.
Sylwia:
Na razie mamy pytanie: „Jak rozmawiałam z jedną osobą, mówiła, że za polecanie usług bankowych jest najlepsza prowizja, ale że jest program, do którego się rejestrujesz i sama wybierasz produkt afiliacyjny”. Usługi finansowe generalnie mają dość fajne prowizje, aczkolwiek nie każdy dobrze się czuje z ich polecaniem i nie do każdego tematu będzie pasować reklama usług bankowych w biznesie online.
Agnieszka:
To świetny przykład tego, że to nic innego jak afiliacja. Zobaczcie, że tu bazujemy na zaufaniu do banku – to idzie trochę w drugą stronę. Kiedy polecamy fryzjerkę, to nasza twarz jest gwarancją zaufania i kumpela idzie jak w dym. Tutaj polecamy bank, który ktoś zna i kojarzy, i wystarczy powiedzieć: zarejestruj się z mojego linku – to naprawdę łatwe, bo nie musimy budować zaufania, skoro ktoś kojarzy i markę banku, i ciebie. Ale czasami trzeba się zastanowić, czy chcemy stać się sprzedawcą usług bankowych, bo to już trochę idzie w kierunku bycia sprzedawcą. Jak najbardziej jest to jednak model afiliacyjny. Przykładem z naszego zaplecza są też wszelkiej maści programy do mailingu, hostingi i programy, z których korzystamy – to taki „low hanging fruit”, czyli owoc łatwy do zerwania. Ja na przykład korzystam z ActiveCampaign i po naprawdę wielkich bólach udało mi się znaleźć polski support, bo to program ze Stanów. Znalazłam chłopaków, którzy mają siedzibę chyba w Irlandii, ale support jest po polsku, w naszej strefie czasowej, a nie że w środku nocy umawiamy się na calla do Stanów. Teraz polecam ActiveCampaign właśnie przez nich – mają super program afiliacyjny, chyba 5 albo 10%, więc kwotowo śmieszne pieniądze, ale wszystkim mówię: jak lubisz ActiveCampaign i decydujesz się na ten program, wejdź przez tych chłopaków, bo płacisz tyle samo, co normalnie, a masz od nich support w abonamencie. Dla mnie to świetny model afiliacyjny, bo marki ActiveCampaign nie muszę nikomu przedstawiać, a jak mówię o polskim supporcie, każdy mówi: daj namiar. Takie sprzedawanie to łatwizna. Ale czy rzucam posty na Instagramie „kup sobie ActiveCampaign”? Nie. To dzieje się przy okazji, na przykład konsultacji biznesowych czy mastermindów, kiedy rozkminiamy lejki sprzedażowe i któraś koleżanka mówi: jak to, ja w Mailchimpie nie mogę takich rzeczy robić. Odpowiadam: bo ja mam ActiveCampaign, ale jakbyś się przenosiła, to masz tu link afiliacyjny.
Sylwia:
Dokładnie – łatwo sprzedawać produkty sprawdzone, z których jesteśmy zadowoleni. A przy zagranicznych narzędziach ludzie czasem mają obawy, bo wszystko jest w innym języku. Jak znalazłaś coś fajnego, co może im pomóc, to czemu nie polecić. Wydaje mi się też, że w dzisiejszych czasach nie jest łatwo znaleźć klientów na produkty bankowe – trudno mi powiedzieć, bo ich nie sprzedaję – ale czasem ciężko kogoś do czegoś przekonać, bo może przy kredytach ludzie stracili zaufanie.
Agnieszka:
Fajnie, że o tym mówisz, bo warto myśleć z innego klucza – dlatego mówię o afiliacji z perspektywy przedsiębiorców. Najczęściej mamy już jakiś biznes. U mnie to z jednej strony Oplotki i cała marka wokół rękodzieła, a z drugiej ogromne doświadczenie w online – zęby zjadłam, tworząc Oplotki – i aż żal się nim nie dzielić, a to też fajny strumień przychodu. Kiedy myślę o tym, z kim mogę współpracować i kto staje się dla mnie partnerem, naturalnie otwierają się ścieżki afiliowania. Z jednej strony są to wszystkie osoby, od których się czegoś uczyłam, bo wiem, że za chwilę moi rękodzielnicy będą tego potrzebować. Ktoś, powiedzmy, zaczyna prowadzić warsztaty stacjonarne, nigdy nie słyszał o online’ie i mówi: nie chcę biznesu online. A nagle okazuje się, że przyda się lista mailowa, żeby mieć kontakt z uczestnikami warsztatów, więc za chwilę ta osoba będzie potrzebować programu do mailingu – i proszę, mogę polecić ActiveCampaign i nauczyć, jak go używać, bo w moim programie mentoringowym w Akademii Rękodzielnika jest dość czasu, żeby nauczyć takich technikaliów. Kiedy patrzę z tego klucza – wiedząc, czym się zajmuję – łatwo mi wybierać, kogo będę polecać. Niekoniecznie usługi bankowe, bo to już trochę za daleko, ale wszystkie programy, których sama używam. Zawsze, jak zmieniam program albo zaczynam z czegoś korzystać, sprawdzam, czy ma afiliację, bo wiem, że moje klientki zaraz zapytają: Aga, dlaczego używasz tego, a nie tamtego – i już jest potencjał. Z drugiej strony są wszystkie osoby, które świadczą usługi komplementarne do tego, co robię. Wspomniałam o psychoterapii: często na stacjonarnych warsztatach rękodzieła ktoś po raz pierwszy pozwala sobie wyjść z domu od dzieci, żeby nie zwariować, i nagle zaczyna płakać, coś się dzieje. Wtedy mówię: mam namiar na świetną psychoterapeutkę, świetną psycholożkę, fajną coachkę – może potrzebowałabyś popracować nad pewnymi tematami. To świetny temat do współpracy. Ktoś mógłby się obrazić: polecać i jeszcze mieć z tego pieniądze? Ale to nie jest namawianie kogoś na coś, tylko zadanie sobie pytania, czego może potrzebować twoja klientka, będąc z tobą w relacji biznesowej i korzystając z twojego produktu czy usługi, kiedy wiesz, że jest naturalny następny krok, którego nie chcesz dowozić. Jestem certyfikowaną coachką, ale nie psychoterapeutką, i widzę, że ktoś potrzebuje takiego wsparcia – aż się prosi, żeby kogoś polecić. Dlaczego nie miałabym mieć układu współpracy, uporządkowanego i ubranego w jasną umowę, w której jasno określone są pieniądze, ale też oczekiwania co do jakości usługi?
Agnieszka:
Bo w dealach afiliacyjnych często umawiamy się też na poziom jakości: będę cię polecać, ale jak przyjdzie do mnie jedna niezadowolona klientka, to koniec współpracy. To wszystkim nam podnosi poprzeczkę i myślę, że to trochę lekarstwo na zalew tandety w online. Chyba wszyscy spotkaliśmy się z tym, że widzimy reklamę, coś kupujemy, a potem okazuje się, że to badziewie w papierku. Mało kto podpisze się swoją twarzą i firmą pod tym, co robimy, i będzie nas polecał, jeżeli nie czuje, że stoi za tym jakość. W drugą stronę tak samo: jeśli będziemy rozsądnie wybierać współprace i polecać producentów czy usługodawców, z których jesteśmy naprawdę zadowolone, pomagamy wypromować marki, które robią świetną robotę. To mój apel wokół afiliacji: wykorzystajmy ten mechanizm, nie obrażajmy się, że jest w nim fajny przepływ finansowy, ale róbmy to z głową. Wspierajmy się nawzajem i wspierajmy marki, które robią dobrą robotę, bo to alternatywa dla zalewu pięknego marketingu i braku treści, który często za nim stoi.
Sylwia:
I to, co mówisz, jest też różnicą względem wspomnianego MLM, bo tam poleca się tylko po to, żeby mieć kasę – przychodzą kolejni, nabijają prowizję i zostają w strukturze. A tu wszystko opiera się na zaufaniu i relacjach, a nie na zbieraniu prowizji i kolejnych ludzi, i na chamskich wiadomościach, którymi zasypuje się potem social media czy skrzynkę. Mówimy o afiliacji między biznesami, a nie o influencerach, którzy polecają wszystko i nic na swoich kontach.
Agnieszka:
Dokładnie. Podam jeszcze jeden przykład – nie wiem, Sylwia, czy w tym roku też jesteś u Grażyny Pelorente – bo to bardzo namacalny przykład konferencji online. W zeszłym roku też trochę testowałam afiliację w tym kontekście, ale podam go, bo możecie go dosłownie podejrzeć w real time. Aktualnie promuję konferencję Grażyny Pelorente. To konferencja online, bezpłatna, jeśli bierze się w niej udział na żywo. Będzie w kwietniu, więc jeśli macie ochotę, jest jeszcze dużo czasu, żeby się zapisać. Jest totalnie za free, z masą wartości – Grażyna zrobiła mnóstwo nagrań z różnymi przedsiębiorczyniami na różne tematy, ogólnie o tym, jak prowadzić biznes po swojemu, a nie tak, jak każą wszyscy guru. Każda prelegentka podzieliła się swoim doświadczeniem i patrzeniem na biznes. Ja oczywiście mówiłam o afiliacji, ale też o zwalnianiu w biznesie, o niezasuwaniu – co jest związane z Oplotkami, bo uczymy chilloutu przy rękodziele: zwolnij, żeby przyspieszyć. Konferencja jest tak zaprojektowana, że ją polecam i mam wynagrodzenie afiliacyjne. Pewnie zapytacie: jaką kasę na tym zarabiam, skoro jest za darmo? Chodzi o to, że konferencja jest tak wartościowa, że można wykupić dostęp do wszystkich nagrań – w formie podcastu i tak dalej, z różnymi bonusami. Możesz więc obejrzeć ją za free na żywo albo kupić dostęp na cały rok i oglądać czy słuchać, kiedy chcesz, a każda prelegentka dała do tego różne bonusy. Polecając, dostanę wynagrodzenie – nie chcę skłamać, chyba 10 albo 20%, więc nie podaję dokładnie – od każdego sprzedanego płatnego biletu. Osoby, które kupią płatne bilety, to zazwyczaj kropla w morzu wszystkich uczestników. Otwarcie mówię, że polecam tę konferencję, i robię to, bo tak czy siak bym ją polecała, a większość osób pewnie i tak zobaczy ją za darmo. Cieszę się, bo Grażyna zrobiła świetną robotę. Sama jestem prelegentką, więc polecam ją też dlatego, że wszyscy uczestnicy mnie zobaczą. Kiedy wszystkie prelegentki ją polecamy, coraz więcej ludzi poznaje nasze marki – ktoś dowie się o Oplotkach, a dzięki mnie ktoś z mojej społeczności dowie się o innych dziewczynach, które były prelegentkami. Na koniec następuje moment rozliczenia, podziękowanie za udział w konferencji i za jej promowanie w formie afiliacyjnej, czyli wynagrodzenie za to, że niektóre osoby zdecydowały się kupić płatny bilet. Dla mnie to przepiękny przykład tego, jak wszyscy wygrywamy: ty dowiadujesz się o konferencji, o której może w ogóle nie słyszałaś; prelegentki docierają do większej liczby osób, które poznają ich biznesy; Grażyna skupia się na zrobieniu świetnej konferencji, a nie na promowaniu jej wszędzie i pakowaniu wielkiego budżetu w reklamę; a przy tym my jako prelegentki poznajemy świetne potencjalne partnerki biznesowe i uczestniczki konferencji. Pokazuję ten przykład, bo możecie wejść i zobaczyć, jak to wygląda, i przekonać się, że jeżeli nawet zarabiam na takiej konferencji afiliacyjnie, to nikt nic nie traci – wręcz odwrotnie, ten mechanizm sprawia, że wszyscy zyskujemy. Myślę, że to fajna puenta tematu afiliacji. Jeśli jesteście już zapisane na tę konferencję, może słyszałyście o niej od kogoś i nawet nie wiedziałyście, że to afiliacja. Zauważyłam, że bardzo wiele osób używa linków afiliacyjnych, promuje i sprzedaje produkty afiliacyjne, ale o tym nie informuje, a taki obowiązek jest. Dlatego przyjęłam strategię: mówmy o tym, bo im więcej będzie w nas świadomości i wyborów wynikających ze świadomej decyzji, a nie z przypadku, tym dojrzalej będziemy podchodzić do tematu, o którym naprawdę warto gadać, bo może się świetnie przydać w biznesie.
Sylwia:
Dokładnie. Minęła prawie godzinka, więc będziemy powoli kończyć tym akcentem. Podsumowując: afiliacja, o której mówi Agnieszka, to współpraca, a nie chamskie upychanie produktów, byle tylko zarobić. Chodzi o nawiązanie relacji i współprac, które mogą być przyszłościowe – dzięki temu możemy i zarobić, i poznać fajnych ludzi, z którymi później możemy dalej działać. Wielkie dzięki, że chciałaś o tym opowiedzieć.
Agnieszka:
Zostawię was jeszcze z jednym apelem. Afiliacja, jak teraz o niej mówię, wydaje się lekka, łatwa i przyjemna, bo jak zrozumie się ideę, to nie jest trudna: polecam kogoś i mam z tego benefit – kurde, genialnie. Natomiast wszyscy wykładamy się na detalach: jaka stawka, jak ubrać to prawnie, jak skonstruować umowę, ile procent – 10, 5 czy 30 – i wykładamy się właśnie na tych pierdołach. Dlatego całe swoje doświadczenie z afiliacji – a uwierzcie mi, zęby zjadłam zarówno jako partnerka polecająca innych, jak i w drugą stronę, kiedy ktoś polecał moje biznesowe i oplotkowe produkty i usługi, i ciągle zjadam, bo gdzie tylko mogę, wpakowuję się w jakąś współpracę, żeby coś przetestować – zawarłam w jednym programie, jednym kursie. Nie chcę robić twardej sprzedaży. Jak ktoś czuje, że to może być coś dla niego, to sam to sobie przeklika. Sylwia, możemy wszystkich odesłać na stronę kursu afiliacji, bo zaparkowałam tam ponad godzinny webinar nagrany w 2023 roku, prawie rok temu – 11 miesięcy – ale super aktualny. Zostawiłam go na stronie sprzedażowej za darmo, bo zawsze, kiedy ktoś pyta mnie o afiliację, potencjalne ryzyka, umowy czy prowizje, odpowiadam „to zależy”, bo jest tyle zmiennych. Myślę, że jak zobaczycie ten webinar, przekonacie się, czy afiliacja jest dla was i czy warto wejść w temat głębiej, a może powiecie: okej, to coś dla mnie, jak mam to wdrożyć u siebie, żeby zrobić pierwszy krok i spróbować. Śmiało, Sylwia, możesz to podlinkować – możecie zobaczyć webinar totalnie za friko. A jak pojawią się konkretne pytania, śmiało piszcie do mnie, także na maila. Jak widzicie, chętnie gadam o afiliacji i mam świadomość, że to coś nowego, co dopiero przedziera się w naszym online’ie. To mój wielki konik, więc siedzę w temacie na bieżąco.
Sylwia:
Ja też ci dziękuję, że chciałaś podzielić się wiedzą o afiliacji – to tak szeroki temat, że mogłybyśmy gadać pół dnia i jeszcze byłoby mało. Wszystko wam podlinkuję pod live’em, będziecie mieć link, żeby wygodnie kliknąć. Zachęcam do obejrzenia webinaru – na pewno dowiecie się jeszcze więcej. A jak co, odsyłam do Agnieszki – mogę śmiało polecić, i nie, to nie jest link afiliacyjny, nie zarabiam na tym. Zachęcam serdecznie, jeszcze raz ci dziękuję, a wam dziękuję za udział w naszym spotkaniu.
Agnieszka:
Dzięki wielkie! Myślę, że musimy teraz koniecznie pogadać o tej afiliacji. Dzięki serdecznie, cześć, cześć!








