
„Zautomatyzuj opiekę nad stronami www na WordPress” – prowadzi Tomasz Organek – Project Manager w korg.software – https://korg.software/
Jego firma stworzyła apkę automatyzującą opiekę nad stronami internetowymi na WordPressie, z której obecnie korzysta już 150 twórców stron, wirtualnych asystentek i agencji. Tomek opowie:
– jakie korzyści w relacji z klientami daje monitorowanie działania stron;
– dlaczego nie opłaca się ręcznie tworzyć backupów;
– w czym jego narzędzie jest lepsze od automatycznych aktualizacji w WP;
-jak zbudować własną usługę abonamentową na podstawie jego narzędzia;
Tutaj link do narzędzia – https://corgi.pro/
Umawiając się z Tomaszem na spotkanie powołajcie się na mnie i Zostań Specką to otrzymacie 3 miesiące dostępu gratis 🙂
Do posłuchania
Rozmowa w zapisie:
Sylwia:
Cześć, cześć! Witajcie serdecznie na kolejnym naszym spotkaniu live. Dzisiaj gościem jest Tomasz Organek, project manager w firmie korg.software. Stworzyli aplikację do automatyzacji opieki nad WordPressem i właśnie o tym będziemy dziś mówić. Tomek, kilka słów o sobie.
Tomek:
Cześć, cześć, witaj, Sylwia. Bardzo się cieszę, że mogę tu być. Cześć wszystkim oglądającym na żywo i tym, którzy obejrzą odtworzenie. Halo, halo, słychać nas?
Sylwia:
Tak, okej. Ja sprawdzam, czy wszystko działa. Na początek mógłbyś powiedzieć coś więcej o waszej aplikacji i o tym, jak pomaga w kontekście WordPressa? Najczęściej, kiedy ludzie myślą o opiece nad WordPressem, myślą: muszę wszystko samodzielnie klikać i aktualizować każdą wtyczkę po kolei. Jak wasza aplikacja może to wspomóc i zautomatyzować? Czy faktycznie możemy ją podpiąć i spać spokojnie, w ogóle nie martwiąc się o WordPressa, czy jednak coś musimy tam później robić?
Tomek:
Aplikacja działa produkcyjnie już blisko 3 lata, a wcześniej bardzo dużo czasu poświęciliśmy na research i wewnętrzne testy. Jest na etapie, na którym opiekuje się już wieloma stronami – mamy obecnie około 150 firm, które regularnie korzystają z tego narzędzia i dodają do niego strony swoich klientów. Czasami pojawiają się problemy wynikające ze sposobu, w jaki strona została stworzona, albo z samym połączeniem. Ale może powiem w ogóle, dlaczego ta aplikacja powstała – jeżeli pozwolisz, od tego bym zaczął.
Sylwia:
Jasne.
Tomek:
Strony bardzo często mogą być celem ataków hakerskich, nawet jeśli wydaje nam się, że nie mamy na nich wartościowych informacji czy danych klientów i nikt nie będzie chciał nas zhakować.
Sylwia:
Czekaj, Beata pisze, że coś ci przerywa.
Tomek:
Zaczynaliśmy firmę kilka lat temu jako twórcy stron i tworzyliśmy ich dość dużo. Kiedyś ktoś włamał się na jeden z serwerów naszego klienta. Najgorsze było chyba to, że dowiedzieliśmy się o tym po fakcie, od samego klienta. My nie wiedzieliśmy o awarii, a klient odezwał się z pytaniem: przepraszam, co się dzieje z moją stroną, dlaczego wyświetla to, czego nie powinna? Jeżeli komuś nie zdarzyła się taka sytuacja, to bardzo dobrze.
Sylwia:
Teraz faktycznie pokazuje mi, że chyba jest okej. Mam nadzieję, że będzie już w porządku. Dajcie, dziewczyny, znać, czy jest okej. Możemy kontynuować.
Tomek:
Więc sytuacja była nie do pozazdroszczenia: padła strona klienta, a dowiedzieliśmy się o tym od niego, co nie wyglądało zbyt profesjonalnie. Współpracuję z bratem – Krzysiek jest właścicielem firmy – i stwierdziliśmy, że trzeba zrobić coś, co zaradzi takiej sytuacji w przyszłości, żeby się więcej nie powtórzyła. Tak powstał pomysł na aplikację, która da nam znać, kiedy coś stanie się ze stronami naszych klientów, ale też będzie wyręczać nas z cyklicznej pracy, którą musimy wykonywać. Doszliśmy do wniosku, że WordPress jest pełen funkcji i skryptów, które na każdej stronie są identyczne – wiadomo, każda strona różni się treścią i wyglądem – więc aplikacja mogłaby również robić backupy i aktualizować te strony.
Sylwia:
Dziewczyny pytały też, jak to wygląda pod kątem bezpieczeństwa. Czy stosowanie waszej aplikacji jest bezpieczne dla naszego WordPressa? Czy są jakieś zagrożenia?
Tomek:
To bardzo ogólne pytanie. Myślę, że korzystanie z jakiegokolwiek oprogramowania wiąże się z zaufaniem. Nawet jeśli loguję się do aplikacji bankowej czy jakiejkolwiek innej, muszę poznać, jak działa, żeby stwierdzić, czy chcę z niej skorzystać. Tworząc aplikację, staraliśmy się przewidywać, jakie ewentualne następstwa mogłyby się dziać, i pod tym kątem ją budowaliśmy. Programiści pisali ją przez 2 lata – to nie jest projekt stworzony w trzy minuty. Nasz programista zjadł zęby nie tylko na WordPressie, ale na kilku różnych językach programowania. Ja osobiście nie jestem programistą, więc nie powiem aż tak technicznie, ale uważam, że to rozwiązanie oparte na sprawdzonych działaniach, z funkcjami, które mają zwiększać bezpieczeństwo stron. Aplikacja wykonuje też backup i ma narzędzia umożliwiające…
Sylwia:
Dziewczyny piszą, że coś ci dalej zacina.
Tomek:
Spróbuję przełączyć się na inny internet, może będzie lepiej.
Sylwia:
Problemy techniczne się zdarzają, u Tomka chyba burza. Jeżeli macie pytania, spokojnie wpisujcie je w komentarzach. Tomek próbuje opanować sytuację z zacinaniem – mam nadzieję, że za chwilę do nas wróci i będzie lepiej. Dajcie znać, czy teraz jest lepiej. Dobra, testujemy. Skończyliśmy na bezpieczeństwie – mówisz, że staraliście się, żeby wszystko było jak najbardziej okej. Wiadomo, zawsze jest jakieś ryzyko, tak samo jak przy ręcznym aktualizowaniu WordPressa czy robieniu backupów – zawsze coś może się na stronie podziać. A jak jest ze spaniem spokojnie? Mam podpiętą aplikację, robią się backupy i automatyczne aktualizacje – czy może się zdarzyć, że coś się wysypie, na przykład jakaś wtyczka rozwali stronę, a ja nie dostanę sygnału?
Tomek:
Myślę, że nie, bo aplikacja ma przede wszystkim powiadamiać użytkownika, który dodał stronę, i dawać mu znać, jak wygląda sytuacja. W przypadku awarii aplikacja da znać SMS-em albo mailem – w zależności od tego, co zaznaczymy w ustawieniach – żeby twórca strony, wirtualna asystentka czy ktokolwiek, kto ją dodał, wiedział o awarii. To pierwsza rzecz. Mogą się zdarzyć sytuacje, w których sam serwer nie odpowiada – na to często nawet my jako twórcy aplikacji nie mamy wpływu, a twórca strony też niewielki, bo może jedynie wybrać serwer. Wiemy jednak, że czasem trafia do nas klient, który ma już wykupiony serwer i stronę i potrzebuje na przykład modyfikacji – wtedy nic na to nie poradzimy. Myślę, że problemy z połączeniem z serwerem to największe problemy, o jakich można tu myśleć.
Sylwia:
A jak wygląda spięcie waszej aplikacji z WordPressem? Czy to jest mega skomplikowane? Padły pytania, czy osoba totalnie zielona da sobie radę i czy wspieracie w podłączeniu aplikacji.
Tomek:
Aplikacja ma otwartą rejestrację i konto może założyć każdy. Ja nie jestem programistą i jakoś sobie radzę – udaje mi się obsługiwać strony naszych klientów. Myślę, że aplikacja umożliwia zarządzanie stronami również laikom. Jednym z naszych założeń było, żeby mógł z niej skorzystać zwykły Kowalski, który nigdy nie widział kodu i nie wchodzi w pliki. Najbardziej techniczną rzeczą jest chyba podanie danych do konta FTP. Myślę, że twórcy stron i osoby zarządzające stronami dokładnie wiedzą, co to jest, i nie trzeba nikomu tłumaczyć, że to połączenie z serwerem. Na etapie tworzenia aplikacji i obmyślania, jaka powinna być, był też pomysł, żeby zrobić osobną wtyczkę do WordPressa, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się tego nie robić. Nasza aplikacja nie jest wtyczką, tylko osobną aplikacją, w której zakładamy konto, podajemy adres strony, którą chcemy chronić, i dane do FTP. Wtedy aplikacja komunikuje się ze stroną z zewnątrz. Pozwala nam to między innymi sprawdzać i monitorować stronę nawet wtedy, gdy ona nie działa. Czasem chcemy zobaczyć, co działo się w poprzednich godzinach. Miałem sytuację, w której klient zauważył awarię dopiero następnego dnia – nie miał naszej aplikacji, więc musiał gdybać, co się działo i kiedy awaria wystąpiła. Jak ktoś wraca na przykład z weekendu albo z urlopu, to bardzo duża niewiadoma. Narzędzie, które monitoruje stronę z zewnątrz, jest w stanie pokazać na przykład, jakie kody zwracała strona, a także przywrócić ją z backupu z zewnątrz – coś, czego wtyczka nie dałaby rady zrobić, bo w przypadku awarii też by nie działała.
Sylwia:
Dokładnie. Wtedy musimy sobie radzić albo backupem z hostingu, albo ręcznie wgrywać nasz backup, jeśli go mamy. Pod tym kątem na pewno jest wygodniej, że mamy to na kliknięcie. Mógłbyś pokazać dziewczynom, jak to wygląda od środka? Często pada pytanie, czy na pewno sobie poradzę i czy to jest intuicyjne. I czy macie okres testowy, kiedy ktoś może wejść i na przykład przez tydzień poklikać i sprawdzić, czy to dla niego?
Tomek:
Założenie konta w aplikacji jest darmowe i każdy może poklikać po funkcjach systemu. Zrobiliśmy to tak, że każda strona dodana do aplikacji to osobna subskrypcja. Wyprzedzę pewnie inne pytania: z subskrypcji można zrezygnować w każdym momencie. Wiemy, że klienci często zmieniają zdanie, a twórcy stron pewnie nie chcieliby brać na siebie odpowiedzialności za to, że klient zmienił zdanie i zrezygnował. Subskrypcja daje więc możliwość, żeby w każdej chwili zrezygnować i nie płacić za kolejny miesiąc. Teraz udostępnię ekran. Widzisz?
Sylwia:
Tak, jest udostępnione.
Tomek:
Okej, jestem na stronie głównej aplikacji. Tu też jest otwarta rejestracja, więc można założyć darmowe konto. Teraz zaloguję się do panelu na koncie mojego brata Krzyśka – ma konto agencyjne, na którym mamy podpiętych kilka stron, i na tym przykładzie pokażę działanie aplikacji. Aplikacja jest podzielona na trzy obszary: pulpit, moje strony oraz program partnerski. Na pulpicie widzę strony dodane do konta i podstawowe informacje, na przykład związane z działaniem stron: trzy strony są dodane, wszystkie trzy działają. Jeżeli któraś się zepsuje, pojawi się tu czerwona jedynka. To są też linki – jeżeli kliknę, zostanę przeniesiony na przefiltrowaną listę stron, na której pojawi się ta, która rzeczywiście nie działa. Mam tu również podgląd stanu certyfikatów SSL. To bardzo ważne, bo jeżeli SSL wygaśnie, strona będzie wyglądała na niebezpieczną, a w niektórych przeglądarkach w ogóle nie da się na nią wejść. Mam też podsumowanie trzech obszarów: trzy najnowsze backupy i liczbę wszystkich backupów wykonanych przez aplikację oraz trzy ostatnie aktualizacje i liczbę wszystkich aktualizacji – na tych trzech stronach wykonano ich już ponad 800. Po prawej jest podgląd wysłanych maili i SMS-ów. Wszystkie ustawienia konta są ukryte u góry, w zakładce „moje konto”: można tam ustawić dane firmy, spersonalizować raport bezpieczeństwa, który później można wysłać klientowi, ustawić dane do komunikacji, zmienić hasło czy kartę. Masz do tego jakieś pytania?
Sylwia:
Na razie nie mam pytań. Fajnie, że od razu na pierwszym ekranie wszystko jest widoczne – backupy i stan aktualizacji – to na pewno ułatwi pracę. Certyfikaty to też fajny pomysł, bo dużo ludzi w ogóle nie zauważa, że certyfikat im wygasł. Potem pojawia się czerwony komunikat, że strona próbuje wykraść twoje dane, i jest panika, a chodzi tylko o certyfikat. Tutaj od razu mamy informację, że chodzi o certyfikat, a nie o to, że strona została zhakowana czy zawirusowana.
Tomek:
Tak. Na rynku jest dużo bardzo przydatnych narzędzi, z których często korzystają twórcy stron, ale bywają bardzo skomplikowane i uwzględniają konkretne skrypty czy luki bezpieczeństwa – jakby dla hakerów, którzy będą próbować zhakować Pentagon. A z naszego doświadczenia wynika, że problemy ze stronami są często najprostsze: klient zapomni opłacić certyfikat SSL albo jakaś aktualizacja nie wykona się poprawnie. Takie bardzo proste rzeczy, które mogą zdarzyć się każdego dnia – a jak ktoś ma pod opieką wiele stron, to tym częściej.
Sylwia:
Fajnie, że wszystko jest w jednym miejscu. Jak mamy agencję albo jesteśmy freelancerką z kilkoma stronami pod opieką, to w jednym panelu widzimy, jakie mamy strony, co się zaktualizowało, co nie i co poszło nie tak, i nie musimy ręcznie wchodzić na każdą stronę po kolei, przeglądać jej i klikać aktualizacji.
Tomek:
To też był dla nas przydatny element, bo aplikacja powstała przede wszystkim dla nas. Kiedy mieliśmy problem z hakerem, który zhakował naszego klienta, stwierdziliśmy, że aplikacja jest potrzebna przede wszystkim nam. Dopiero w trakcie prac nad funkcjami doszliśmy do wniosku, że w Polsce i na świecie jest mnóstwo firm, które najprawdopodobniej mają takie same lub podobne problemy, i im też aplikacja mogłaby się przydać do zabezpieczenia stron klientów. Pójdę dalej i pokażę listę stron. Na drugiej zakładce mam trzy strony dodane do tego konta. U góry jest przejrzysty proces dodawania strony, który składa się z trzech kroków. Najpierw podaję adres strony – i musi ona być WordPressem, bo aplikacja jest dla WordPressa; strony zbudowanej na innym CMS-ie nie dodam, aplikacja jej nie puści. Wybieram też pakiet, czyli zakres ochrony – o tym za chwilę. W drugim kroku podpinam metodę płatności, czyli kartę, a w trzecim dodaję konto FTP. Jeżeli mam pod ręką zapisane dane do FTP i kartę płatniczą, w dwie minuty jestem w stanie zabezpieczyć stronę. Po dodaniu aplikacja najpierw wykona backup, sprawdzi, czy strona działa, a po wykonaniu backupu udostępni dodatkowe funkcje, czyli zabezpieczenia oraz aktualizacje. Na liście staraliśmy się umieścić informacje, które są potrzebne na bieżąco: przede wszystkim status działania strony, adres i pakiet. Na każdej stronie mogę mieć inny zakres ochrony, bo jeden klient może chcieć jednych funkcji, a drugi trochę innych. Widzę też podpiętą kartę, datę podpięcia strony i informacje o SSL. Jeżeli certyfikat wygaśnie, zmieni się status, a dodatkowo aplikacja trzy dni wcześniej przypomni SMS-em albo mailem, że certyfikat wygasa, dając ostatni moment na reakcję i przedłużenie. Mam też status połączenia FTP. Jeżeli któraś strona straci połączenie z FTP – tak jak ta trzecia – wyświetli się „brak” i nie mogę nią zarządzać ani nic z nią zrobić, mogę ją jedynie monitorować. Wtedy pilną sprawą powinno być jak najszybsze wprowadzenie nowych danych do FTP w aplikacji. Mamy tu akurat dodaną stronę naszej spółki i dwie strony pro bono. Wiemy, że jest dużo organizacji non profit, charytatywnych czy schronisk, które mogą potrzebować pomocy, ale często nie mają na to środków, więc staramy się im pomagać. Te dwie strony należą do organizacji religijnej i są dodane gratisowo do końca roku. Jeżeli wśród waszych klientów są organizacje non profit czy fundacje, dajcie znać – chętnie włączymy im pakiet Premium gratisowo do końca roku. Masz do tego pytania? Jak ci się to widzi?
Sylwia:
Fajnie, że jest informacja o FTP, bo ludzie często zmieniają dane albo w ogóle zmieniają hosting i zmieniają się dane do FTP, a tu od razu jest komunikat, żeby je podpiąć. To na pewno będzie pomocne – mieć pod ręką informację, że coś jest nie tak i trzeba podpiąć na nowo, bo często kompletnie o tym zapominamy. Widzę to na przykład przy wtyczkach do SMTP: ludzie po zmianie hostingu zapominają podpiąć nowe dane. Tu też mogłaby się zdarzyć sytuacja, że ktoś zapomni zmienić dane FTP, a jak jest komunikat, to spojrzy, co się pali na czerwono.
Tomek:
Tak, rzeczywiście. Tu była podobna sytuacja: klient zmienił dane do FTP, a ja nie dostałem jeszcze nowych, więc na tę chwilę nie mogę przez konto zarządzać tą stroną. Jeżeli je otrzymam, wprowadzę je, a jeżeli nie, aplikacja wciąż będzie monitorować stronę i w razie awarii będę o tym wiedział, ale nie będę w stanie zrobić backupu, zaktualizować jej ani zabezpieczyć. Przejdę dalej. Myślę, że największym zbiorem funkcji i najciekawszą częścią aplikacji jest zarządzanie pojedynczą witryną i wszystkie funkcje z tym związane. Wezmę pierwszą stronę jako przykład. W podglądzie widzę u góry podstawowe informacje i zrzut strony, więc widzę, że w tym momencie działa. Mamy też monitoring – zdecydowaliśmy się na formę graficzną, czyli oś czasu pokazującą, jak strona działała domyślnie w ostatnim tygodniu, ale mogę zmienić ją na przykład na ostatni miesiąc. Jeden kafelek reprezentuje okres czterogodzinny. Ta strona jest bardzo stabilna – od dodania, chyba w grudniu, nie miała żadnej awarii – więc na jej przykładzie nie pokażę awarii, ale chyba mieliśmy jedną na naszej stronie, więc za chwilę do niej przejdę. Dodatkowo mogę dodać do monitorowania konkretny URL podstrony, na przykład stronę kontaktu – aplikacja będzie monitorować dodatkowo do trzech podstron na każdą witrynę. Przejdę teraz do strony naszej spółki. We wrześniu wypuściliśmy nową stronę firmy i od razu podpiąłem ją pod aplikację. Awarię mieliśmy 114 dni temu – nie pamiętam dokładnie kiedy, możliwe, że w marcu albo w kwietniu – więc mogę przefiltrować i sprawdzić konkretny miesiąc. Chyba w marcu była jedna awaria, 24 marca. Kiedy kliknę kafelek w innym kolorze, wyświetlą mi się konkretne błędy z tego czasu: 24 marca od 14:15 do 14:32 serwer chyba miał zadyszkę i strona zwracała timeouty. Liczymy do 15 sekund, co i tak jest bardzo długim czasem – klient odwiedzający stronę nie czekałby 15 sekund na jej załadowanie, a my i tak podchodzimy do tego cierpliwie. Uznajemy, że jeżeli strona nie załadowała się w 15 sekund, to praktycznie nie działa. Wracając do pierwszej strony – w monitoringu mam jeszcze podsumowanie ostatnich 7 dni i informację, kiedy była ostatnia awaria. Mam wersję PHP, dzięki czemu nie muszę nawet wchodzić do hostingu, żeby wiedzieć, jaka jest na serwerze. Mam też daty ważności certyfikatu SSL i domeny – jak wspominałem, trzy dni wcześniej dostaję SMS-em przypomnienie, że wygasną. Jest też panel z bardziej zaawansowanymi informacjami – myślę, że to sekcja dla nerdów: możliwość wyświetlenia zmian w plikach. Czasami może się przydać, ale zauważam, że bardziej moim programistom niż mnie. Mogę też podejrzeć SMS-y i maile wysłane w sprawie tej strony. Co myślisz o tym monitoringu?
Sylwia:
Myślę, że super. Fajnie, że jest pokazane, do kiedy mamy domenę, bo ludzie często zapominają, do kiedy mają ją opłacić, więc od razu jest przypominajka. Fajnie też, że jest informacja o nieprzerwanym działaniu i wykres, bo ludzie nie zerkają codziennie na stronę i mogą nawet nie zauważyć awarii, a tak przynajmniej wiedzą, kiedy i jak długo trwała. Czasem hosting ma awarię i potem próbujemy dostać zniżkę – widzę, że klienci piszą i próbują wynegocjować mniejszą opłatę za to, że strona przez jakiś czas nie działała, bo padł hosting. Tu mamy jasne dane, ile awaria trwała, i możemy je przekazać. Podgląd plików też może się komuś przydać – jak mówisz, ktoś, kto lubi grzebać w plikach, może z tego skorzystać.
Tomek:
Ostatnio sprawdzanie dostępności strony przydało mi się przy jednym z klientów, który zadzwonił z pytaniem o jakąś zmianę na stronie. Zapytałem, czy wchodził do panelu i widział, jaka jest dostępność jego strony. Okazało się, że średnio dwa razy w tygodniu strona ma kilkudziesięciominutowe albo ponadgodzinne przerwy w działaniu. Wcześniej bardzo ciężko byłoby mi namówić tego klienta, żeby zrezygnował z bardzo słabego hostingu, którego nazwę chyba wszyscy znamy, i zmigrował do nowszego dostawcy. A kiedy miałem podkładkę w postaci danych o działaniu strony, sam stwierdził: wiesz co, przenieśmy tę stronę gdzie indziej, niech działa w 100%, mam już tego dość. Klient sam podjął decyzję, co da mi też więcej spokoju, bo kiedy strona przestaje działać, czasem muszę z nim rozmawiać i odpowiadać na jego pytania. W ten sposób wszyscy będziemy mieli więcej czasu na swoją pracę.
Sylwia:
Tak często jest z klientami, kiedy mamy pod opieką strony: to my jesteśmy na pierwszej linii ognia, bo przez nas coś nie działa, bo nie dopilnowaliśmy – a nie dlatego, że hosting ma awarię. Więc na pewno to fajna podkładka, żeby pokazać: to nie moja wina, w tym czasie nie działał hosting.
Tomek:
Okej, pójdę dalej i pokażę backupy. Ta strona ma w tym momencie jeszcze najwyższy pakiet – zmieniam go na mniejszy, więc od nowego miesiąca będzie to pakiet Premium. Od pakietu zależy między innymi częstotliwość backupu: ta strona ma obecnie backup codzienny. W tej sekcji mam przede wszystkim podgląd rozmiaru strony – widzę, ile zajmuje miejsca. Zdarzają się strony niedorzecznie wielkie, zajmujące wiele gigabajtów, a dzięki temu narzędziu od razu widzę, że ta mieści się w rozsądnych rozmiarach. To przydatne, gdyby kiedyś trzeba było przywracać stronę z backupu – wtedy rozmiar jest kluczowy: ile to zajmie i czy serwer w ogóle wytrzyma przywracanie. Poniżej mam listę wszystkich wykonanych backupów, podzielonych na bazę danych i pliki. Mogę cofnąć się chyba do stycznia – najstarszy backup jest z 19 stycznia – i widzę też ich rozmiar. Rzecz, którą czasem musiałem wykorzystywać, to przywracanie backupu. Daliśmy tu dwie funkcje dla każdego backupu. Po pierwsze mogę go pobrać – jedno kliknięcie i mam backup na dysku komputera. Po drugie mogę go wgrać na stronę – to jest całkowicie automatyczne: jedno kliknięcie to wszystko, co muszę zrobić, a potem pojawiają się etapy i statusy przywracania wybranego backupu. Ja, który nie jestem programistą i nie umiałbym wejść do kodu, na FTP czy do bazy danych, żeby przywrócić backup, czułbym się z tym niekomfortowo – miałbym wrażenie, że o czymś zapomniałem albo coś zrobiłem źle. A tutaj mam pewność, że aplikacja zrobi to za mnie, będzie wiedziała, gdzie wrzucić bazę danych i pliki, i zrobi to dobrze. Myślę, że podział na bazę danych i pliki daje też możliwość, że gdybym potrzebował sprawdzić, czy trzy miesiące temu w bazie był jakiś mail, wpis z formularza czy zamówienie, mogę do tego wrócić dzięki backupowi. Masz do tego pytania?
Sylwia:
Z jakiego okresu są przechowywane backupy? Widzimy tu backupy do stycznia – czy jest ograniczony czas ich przechowywania, czy można to jakoś ustawić?
Tomek:
Na każdej stronie, która jest dodana i ma aktywną subskrypcję, backup jest trzymany pół roku – niezależnie od pakietu. Nawet przy najtańszym pakiecie backup będzie trzymany przez 6 miesięcy. Wiem, że hostingi często trzymają backupy bardzo krótko, zwykle miesiąc.
Sylwia:
Tak, tak.
Tomek:
Może się zdarzyć problem, że jakaś wtyczka zostawi na stronie pliki, których byśmy nie chcieli, albo zostaną na hostingu jakieś śmieci. Wtedy przy backupie miesięcznym może się okazać, że nie wystarczy to, żeby wrócić do czasu sprzed pojawienia się tych plików. Dzięki temu, że mamy pół roku, myślę, że to wystarczająco – na przykład w lipcu możemy cofnąć się chociażby do stycznia.
Sylwia:
W większości przypadków tak. Choć miałam ostatnio klientkę, która po półtora roku zorientowała się, że nie opłaciła domeny i serwera. Co w sytuacji, kiedy ktoś nie zapłaci za hosting? Czy można nadal pobrać backup sprzed, nie wiem, pół roku i odtworzyć stronę, czy wtedy nie mam już dostępu?
Tomek:
Może nie powiedziałem najbardziej podstawowej rzeczy: te backupy są przechowywane na naszym zewnętrznym serwerze w Google. Aplikacja kopiuje bazę danych i pliki i przechowuje je na zewnętrznym serwerze, więc backupy trzymane przez pół roku nie obciążają hostingu klienta i są od niego niezależne. Jeżeli klient zapomniał o opłatach, wyjechał w dżunglę na dwa miesiące, a po powrocie okazało się, że strona wygasła, domenę ma już ktoś inny, hosting wygasł i backupu nie ma – to jesteśmy w stanie przywrócić stronę dzięki backupowi bazy danych i plików. Możemy założyć konto na innym hostingu – domenę trzeba by pewnie jakoś odzyskiwać albo wybrać inną – ale strona jest w stanie odżyć i możemy ją postawić na nowo.
Sylwia:
To na pewno cenne, bo są ludzie, którzy po prostu zapominają albo w danym momencie stwierdzają, że już nie chcą strony, a potem przychodzi myśl: Boże, przywróciłabym ją – i okazuje się, że na hostingu nie ma już backupu, bo go nie opłacili. Na pewno ważna informacja.
Tomek:
Tak, ja też jestem z tych, co zapominają, więc muszę wszystko zapisywać. Dlatego ważne jest dla mnie, że aplikacja pamięta o różnych rzeczach. Na przykład podpiąłem stronę naszej firmy we wrześniu i od tamtej pory praktycznie nic nie musiałem przy niej robić – backup robi się sam, aktualizacje robią się same. Dla mnie jako właściciela strony to bardzo duży plus, bo w ogóle nie musiałem o tym myśleć.
Sylwia:
Czyli generalnie można spać spokojnie.
Tomek:
Pod tym względem nie mieliśmy przygód. Raz chyba miałem sytuację, w której nasza strona się aktualizowała, aktualizacja przeszła pomyślnie, WordPress zwrócił sukces, ale aplikacja zauważyła, że strona przestała działać – wtedy był problem z połączeniem z hostingiem. Przyszedłem do pracy o 8:00, widzę, że strona nie działa od godziny. Jedyne, co zrobiłem, to przywróciłem backup przez aplikację i po dwóch minutach strona wróciła do działania. Więc sytuacjami, w których stanie się coś nieprzewidzianego, nigdy się nie martwię, bo zawsze mam kopię strony, którą mogę przywrócić jednym kliknięciem. Dlatego czasem jestem pod wrażeniem odwagi niektórych twórców czy freelancerów, którzy wprowadzają zmiany na produkcyjnej wersji strony bez robienia backupu. Myślę, że zdarza się to coraz rzadziej, ale wciąż przechodzi mnie dreszcz.
Sylwia:
Jeżeli coś by się stało, to w ogóle nie wiadomo, gdzie szukać backupu i gdzie jest dostęp do hostingu. Okazuje się czasem, że właściciel w ogóle nie ma dostępu do hostingu, bo informatyk, który robił stronę, którą potem odziedziczyliśmy pod opiekę, ma ją u siebie na serwerze i nie chce się podzielić. Albo wyjechał do Ameryki, płynie Amazonką i pisze: co ty do mnie piszesz o jakimś backupie, jestem na wycieczce. Więc to na pewno daje poczucie bezpieczeństwa.
Tomek:
Okej, chciałbym pokazać jeszcze dwie sekcje. Najpierw aktualizacje. Mam tu podgląd z podziałem na core WordPressa, pluginy i motywy – aplikacja pokazuje, ile aktualizacji jest jeszcze do wykonania. Na dole są przełączniki, które na każdej stronie mogę indywidualnie włączać i wyłączać, czyli sam decyduję, które elementy będą aktualizowane na danej witrynie. Mamy w przygotowaniu funkcję – planujemy zdążyć jeszcze w tym miesiącu – która pozwoli wyświetlić wszystkie motywy i wszystkie pluginy na stronie i indywidualnie zaznaczyć, które chcę aktualizować, a które nie. Dzięki temu będę miał pełną kontrolę nad tym, co dzieje się ze stroną – myślę, że to też będzie duża korzyść. Mam tu też podgląd wszystkich wykonanych aktualizacji – było dokładnie 358 prób. W podglądzie widzę, kiedy i co było aktualizowane, do jakiej wersji i z jakim efektem. Widzę też aktualizacje, które się nie udały z różnych powodów: czasem sam WordPress zwraca błąd, czasem aktualizacja nie może zostać przeprowadzona, bo na przykład wtyczka jest w wersji Pro i wymaga dodatkowego uwierzytelnienia, a czasem aplikacja po aktualizacji zauważy, że ta aktualizacja zepsuła stronę. Odpowiem od razu na pewnie pojawiające się pytanie: po co mi aktualizacje w aplikacji, skoro WordPress ma swoje? Słuszna uwaga, WordPress też wykonuje aktualizacje, ale nasza aplikacja robi to tak, że najpierw wykonuje podręczny backup, potem próbuje dokonać aktualizacji i to zapisuje, więc mogę do tego wrócić. Jeżeli aktualizacja zakończy się sukcesem, aplikacja sprawdza kondycję strony, czyli czy aktualizacja jej nie zepsuła. Jeżeli tak się stało, aplikacja automatycznie przywraca backup sprzed minuty i wyświetla w panelu informację, że aktualizacja się nie udała, a strona została automatycznie przywrócona. To zdejmuje ze mnie odpowiedzialność i nie muszę nad tym siedzieć. Gdyby nasi programiści mieli wykonywać takie aktualizacje, musieliby ręcznie skopiować stronę i bazę danych, wykonać aktualizację, sprawdzić, czy strona działa, a jeśli się zepsuje – wejść na FTP, przywrócić stronę z backupu, podmienić pliki, wejść do bazy danych. To bardzo dużo pracy, kiedy coś pójdzie nie tak. Jasne, w przypadku sukcesu po prostu wchodzę do WordPressa, klikam „aktualizuj”, kończy się sukcesem i wszyscy są zadowoleni. Ale bardzo często wchodzę do WordPressa, klikam „aktualizuj” i jest biała strona – strona nie działa, panel nie działa i trochę nie wiadomo, co dalej robić.
Sylwia:
A jak klikniemy „aktualizuj” wszystko od góry do dołu, to nawet nie wiadomo, która wtyczka to zepsuła. Kiedy aktualizujemy wtyczki pojedynczo, jesteśmy w stanie stwierdzić: ostatnio kliknęłam Elementora, więc to on coś zepsuł. Ale kiedy klikamy wszystko naraz i robi się biało, szukamy igły w stogu siana – a okazuje się, że mamy na przykład 60 wtyczek.
Tomek:
Tak, tak. I myślę, że bardzo dużym plusem jest to, że mam to z głowy – aplikacja wykonuje aktualizacje. Wiem, że jeżeli nie wykona backupu, w ogóle nie będzie aktualizować. Wiem, że jeżeli strona zepsuje się po aktualizacji, aplikacja automatycznie ją przywróci. Wchodzę tu raz na tydzień albo raz na kilka tygodni, sprawdzam, co się ostatnio wykonało, i widzę tylko efekty aktualizacji. Aplikacja sama dobiera też kolejność – jeżeli okaże się, że wtyczka jest niekompatybilna z obecną wersją WordPressa, co może się zdarzyć, najpierw zaktualizuje WordPressa, a potem wróci do aktualizacji wtyczki. Często mówię klientowi: dajmy aplikacji działać, zostawmy ją na tydzień, dwa, trzy, wszystkie aktualizacje się wykonają i nie będzie się czym martwić. To duża oszczędność czasu.
Sylwia:
A jeśli strona ma x lat? Wtedy mogą być różne niekompatybilności. Ostatnio miałam stronę sprzed lat, przy której trzeba było w międzyczasie zmienić wersję PHP, bo na przykład WooCommerce nie działał już ze starą. Jak aplikacja poradzi sobie w takiej sytuacji? Czy wykryje, że wersja PHP jest dla jakiejś wtyczki za niska?
Tomek:
Nie będzie tego porównywać w ten sposób. Jeżeli WordPress zwróci podczas aktualizacji błąd związany z wersją PHP, aplikacja go wyświetli. Ale wiemy, że WordPress jest niestety bardzo oszczędny w informacjach o tym, co poszło nie tak – bardzo często zwraca tylko sukces albo brak sukcesu i „radź sobie, twórco stron, wymyślaj, co mogło pójść nie tak”. Myślę, że trzeba to rozpatrywać bardzo indywidualnie. Mieliśmy strony z naprawdę dużą liczbą wtyczek – niedawno jeden z partnerów dodał stronę z ponad 40 wtyczkami, a w zeszłym roku rekordzista miał chyba 76. To niestety częsty przypadek, kiedy ktoś stawia pierwsze kroki w tworzeniu stron i każdą prośbę klienta o funkcjonalność rozwiązuje wtyczką. Na pewno twoi widzowie są dobrze wyedukowani i wiedzą, że to nie najlepszy pomysł – im mniej wtyczek, tym lepiej, bo każda kolejna to potencjalny problem. Aplikacja wyświetla wersję PHP, ale jej nie zaktualizuje – na razie trzeba to zrobić ręcznie na serwerze. Na większości serwerów jest to przydatne o tyle, że można jednym kliknięciem zaktualizować i jednym kliknięciem wrócić do poprzedniej wersji, gdyby coś było nie tak. Każdą stronę dodawaną do aplikacji twórcy stron powinni traktować indywidualnie. Można na przykład ręcznie zaktualizować PHP, potem włączyć najpierw tylko aktualizację core’a WordPressa, później pluginy, a na końcu motywy. Twórca stron musi być trochę Sherlockiem Holmesem i zaplanować, jak to wykona. Albo może po prostu zaufać aplikacji, wiedząc, że jeżeli aktualizacja zepsuje stronę, aplikacja przywróci ją z backupu i pokaże to w panelu.
Sylwia:
Dobrze, że można wyłączyć niektóre elementy i odhaczyć, że aktualizujemy tylko pluginy czy tylko coś innego – wtedy można sobie poradzić. Ale to sporadyczne przypadki. Kiedy podpinamy strony świeżych klientów, którym robimy stronę albo bierzemy ją pod opiekę od początku, z reguły wiemy, co tam siedzi, i robimy aktualizacje od początku, więc nie powinno być komplikacji.
Tomek:
Jeżeli zaczynamy współpracę z klientem, który ma stronę od dawna, i wiemy, że jest – określmy to – zaniedbana, bo ma na przykład bardzo dużo wtyczek, to pierwszym krokiem powinno być ustalenie, które wtyczki są niezbędne i używane, i przekonanie klienta, że nieużywane najlepiej usunąć, bo to zbędny obcy kod, który obciąża i spowalnia stronę. Przy takich rozmowach czasem udaje się zmniejszyć liczbę wtyczek nawet o połowę. To na pewno pierwszy krok, a później można przejść do aktualizacji. Chciałbym pokazać jeszcze zabezpieczenia, bo jest tu kilka funkcji do włączenia na każdej stronie. Najpierw informacja o poziomie hasła do FTP – kiedy je wprowadzam, aplikacja sprawdza jego siłę i pokazuje wynik. Tutaj chyba hasło nie było wprowadzane, odkąd pojawiła się ta funkcja, ale na innej stronie, gdyby hasło było słabe, pojawiłaby się informacja „słabe” i rekomendacja zmiany na bardziej skomplikowane – a jeśli jest silne, też zostanie to pokazane. Mamy cztery funkcje. Przede wszystkim blokada IP przy atakach brute force. Boty, które próbują jak najczęściej logować się na stronę, najczęściej używają adresu wp-admin i loginu „admin” – po włączeniu tej funkcji możemy zablokować wszystkie takie próby po trzech nieudanych próbach logowania do WordPressa. Druga funkcja sprawia, że od teraz można logować się wyłącznie mailem, a nie loginem „admin” czy jakimkolwiek innym. Daje to bezpieczeństwo, bo boty skanujące internet nie zgadną mojego adresu mailowego, który nie jest jawny na stronie. Wyłączę to jednak, bo to nie moja strona – tylko pokazuję. Trzecia funkcja to zmiana adresu logowania: po jej włączeniu adres logowania do panelu będzie inny i widoczny tylko w aplikacji, a nie jawny. Bot skanujący internet nie będzie wiedział, gdzie są drzwi, nie będzie miał nawet klamki, a klucz, czyli hasło, każdy użytkownik ma indywidualnie. Co jeszcze można utrudnić? Dwustopniową autoryzację. Można utrudnić życie hakerom, przypisując użytkownikowi WordPressa indywidualny numer telefonu. Dzięki temu, że w aplikacji mogę dodać numer telefonu do użytkownika WordPressa, aplikacja wysyła SMS-a z kodem i wie, który użytkownik próbuje się zalogować. Przy tych funkcjach haker nie będzie wiedział, gdzie są drzwi ani gdzie klamka, i nie będzie miał klucza. To dość proste funkcje, które pewnie mogłoby zastąpić kilka wtyczek, ale myślę, że to nasza przewaga: nie trzeba instalować kilku wtyczek, można po prostu włączyć te same funkcjonalności z zewnątrz, w aplikacji, w jednym miejscu. Co o tym myślisz? Masz pytania do samego podglądu?
Sylwia:
Dajcie znać w komentarzach, czy wszystko jest dla was jasne i czy panel wydaje się wam intuicyjny. Moim zdaniem jak najbardziej – wszystko jest podzielone na fajne bloczki, czytelne, nie musimy się zagłębiać i zastanawiać, co robi dana opcja. Myślę, że nawet osoby zielone powinny samodzielnie wyklikać i podpiąć stronę. Wszystko jest generalnie jasne.
Tomek:
Nie wiem, ile mamy jeszcze czasu, ale chciałbym porozmawiać jeszcze o punkcie, który zapowiadałaś: jak zbudować własną usługę abonamentową na bazie naszego narzędzia.
Sylwia:
Mamy jak najbardziej czas, chciałam właśnie do tego nawiązać.
Tomek:
Okej. Nie będę przechodził na trzecią zakładkę, bo są tam dane osobowe klientów – imiona i nazwiska – i nie chciałbym, żeby któryś klient dowiedział się, że gdzieś udostępniam jego dane. Raczej opowiem, jak to rozwiązaliśmy. Od samego początku wiedzieliśmy, że aplikacja może przydać się twórcom stron, wirtualnym asystentkom, agencjom SEO i wszelkiego rodzaju osobom pracującym przy stronach internetowych. Uznaliśmy, że najlepiej będzie, jeżeli te firmy i twórcy też będą na tym narzędziu zarabiać. Naszym celem jest trochę uświadamianie twórców stron, że wszystkie funkcje, które widzieliśmy, mają ułatwić pracę – kiedy muszę sprawdzić coś na stronie klienta, mam narzędzie, w którym mogę wszystko wyklikać, sprawdzić i w prosty sposób zmienić – ale za te funkcje tak naprawdę nie ja powinienem płacić, tylko mój klient, bo to ja opiekuję się jego stroną. Dlatego stworzyliśmy w aplikacji trzy pakiety – przejdę do cennika i pokażę ich funkcje. Myślę, że każdy klient znajdzie tu coś dla siebie. Najmniejszy pakiet ma monitoring 24/7 i raz w miesiącu backup przechowywany przez pół roku. Według mnie to w ogóle minimum – nawet klient, który ma stronkę, macha ręką i mówi, że z niej nie korzysta, powinien mieć chociaż to, po pierwsze żeby wiedzieć o awarii, a po drugie żeby mieć backup. Najczęściej wybierany jest pakiet środkowy, Premium, który ma monitoring, backup raz w tygodniu, monitorowanie podstron oraz zabezpieczenia i aktualizacje, o których rozmawialiśmy. Stworzyliśmy też pakiet dla klientów, którzy mogliby chcieć od was również hostingu, jeżeli dotąd go nie oferowaliście – teraz możecie oferować go za pomocą naszej aplikacji. Ten pakiet ma nie tylko codzienny backup, ale też w pakiecie hosting, SSL i domenę – to my je opłacamy i przedłużamy. To pakiet „wszystko mam w nosie”: jeżeli klient ma takie podejście i chce wszystko oddać i niczym się nie martwić, jest dla niego idealny. Ceny, które się tu wyświetlają, są publiczne, dostępne dla każdego Kowalskiego, który wejdzie, ale nigdzie nie reklamujemy się jako aplikacja dla Kowalskiego – chcemy być postrzegani jako aplikacja dla twórców stron i osób, które przy nich pracują. Myślę, że te ceny pokazują też, że jest potencjał, żeby sprzedawać te funkcje swoim klientom drożej, i do tego zazwyczaj zachęcam: żeby twórcy stron doliczali do ceny, na przykład pakietu Premium, własny narzut – tyle, ile uznają, że klient powinien płacić, albo ile płaciłby freelancerowi, który raz w miesiącu wejdzie, kliknie od góry do dołu „aktualizuj” przy wtyczkach, spojrzy przez dwie minuty na stronę i wystawi za to rachunek. Większość moich partnerów odsprzedaje funkcje pakietu Premium swoim klientom w granicach od 300 do 500 zł. Mam partnerów, którzy sprzedają je za 200 zł netto, i takich, którzy sprzedają nawet za 800 zł. Myślę, że zależy to od zasobności portfela klienta i od tego, jak wycenia wartość swojej strony – jeżeli strona jest dla niego dużo warta, będzie w stanie zapłacić więcej za opiekę. Jest tu też porównywarka, w której można wyświetlić wszystkie funkcje aplikacji i porównać, co jest w którym pakiecie – zachęcam, żebyście w wolnej chwili zobaczyli. Zrobiliśmy też kalkulator, który pokazuje, ile możecie zarobić, odsprzedając taką usługę klientom. Zazwyczaj zachęcam, żeby poinformować klientów, że planujecie wprowadzić usługę opieki albo już ją macie, a aplikacja wyręczy was z czasu, który dotąd na to poświęcaliście. Na osi czasu mogę teoretycznie pokazać na przykład, ilu klientów mógłbym przenieść do aplikacji w oparciu o środkowy pakiet, który nasi partnerzy najczęściej włączają klientom. Jeżeli byłbym twórcą, który dotąd wdrożył, powiedzmy, 50 stron, i sprzedałbym tę usługę 20 klientom za 400 zł, to po odjęciu naszego kosztu zarabiałbym miesięcznie 6220 zł. Wiadomo, że przy większej liczbie klientów czy innej cenie te kwoty będą się zmieniać. Niech to będzie moment, który uświadomi wam, że powinniście na tej usłudze zarabiać, a wasi klienci powinni płacić wam za profesjonalną opiekę pieniądze, które wam się należą. Mówię tak też dlatego, że – powiem w swoim imieniu, a jeśli ktoś też tak ma, niech potwierdzi – kiedy wdrażamy stronę dla klienta, a on potem ma uwagi, pytania czy potrzeby, czasem myślimy: zrobię mu to za darmo, zajmie mi to pięć minut, nie muszę tego nawet liczyć. Przywiązujemy się emocjonalnie do stron, które tworzymy i przy których pracujemy, i czasem mamy opór, żeby powiedzieć klientowi, że dana funkcja powinna tyle i tyle kosztować. Nie wiem, Sylwia, czy też tak czasem masz.
Sylwia:
Ja tak mam cały czas. Bardzo często, kiedy ktoś przychodzi z drobną rzeczą, myślę, że rozliczę ją przy okazji czegoś większego – i zazwyczaj nic większego nie następuje, bo zawsze są jakieś drobiazgi, które odpuszczam. Wiem, jak to wygląda.
Tomek:
Tak, w praktyce czasem nie da się zsumować tych pięciu minut tu i dziesięciu tam, i bardzo szybko wylatuje nam to z głowy. Kalkulator ma pokazać, jaki jest potencjał zarobkowy. Jeżeli przeniesiecie na przykład 30 klientów, to myślę, że za takie pieniądze jesteśmy w stanie skupić się na rozwoju firmy, zatrudnić kogoś – za taką kwotę można zrobić bardzo dużo. Przewidzieliśmy też ceny dla partnerów: twórców stron, agencji, wirtualnych asystentek i freelancerów, którzy chcą z nami współpracować. Dostępny jest tu Calendly, w którym każdy z was może umówić spotkanie bezpośrednio ze mną. Przedstawię wtedy, jak będzie wyglądać nasza współpraca, odpowiem na wszelkie pytania – możemy po prostu umówić się na Zooma – i pokażę ceny ze zniżką partnerską. Dobrą radą dla twórcy stron, który chciałby mieć w firmie taką usługę, jest to, żeby ją opisać na stronie. Sama oferta wysłana klientowi w mailu może nie wystarczyć, a jeżeli opublikujemy na stronie, dlaczego to my powinniśmy opiekować się stroną klienta, czasem odezwie się ktoś, kogo byśmy się nawet nie spodziewali. Druga rada: dać klientowi wybór. Jeżeli opieka byłaby w jednej cenie i w konkretnych ramach, klient często pomyśli: może to nie dla mnie, może chciałbym więcej, a może mniej. Namawiam partnerów, żeby funkcje, które mamy w aplikacji, pokazali u siebie na stronie, opisali je swoim językiem, uargumentowali i dali klientowi wybór. Jeżeli klient ma do wyboru trzy pakiety, to trochę jak w sklepie: przy niektórych produktach wybieramy najdroższe, bo chcemy jakości, przy innych najtańsze, bo nie chcemy przepłacać, ale w większości przypadków wybieramy średnie. Tu też możemy dać klientowi wybór – znajdzie się klient, który zawsze wybiera najtańszy, znajdzie się taki, który zawsze chce mieć wszystko premium, a większość pewnie wybierze pakiet środkowy. Czy to jest jasne? Są do tego pytania?
Sylwia:
Myślę, że jasne. Na razie chyba nie było pytań. Ktoś pytał, jak to wychodzi, a akurat zacząłeś o tym mówić, więc chyba odpowiedziałeś. Opcja wyboru jak najbardziej – często widzę u kursantek, że dodają do oferty opiekę techniczną nad stroną. Albo mają jeden pakiet z aktualizacjami i backupem, albo szerszy, z opieką na zasadzie: wrzucić produkt, wrzucić wpis na bloga. Wtedy możemy to spakietować: z Korgi mamy opcję podstawową, a jeśli oferujemy coś dodatkowego, typu dodawanie treści na stronę, to mamy pakiet droższy. Myślę, że taki podział się sprawdzi. Też zauważyłam, że ludzie najczęściej wybierają opcję środkową – nie tę, która ma najmniej, ale wciąż cenowo przystępną.
Tomek:
Wspomnę jeszcze o jednej rzeczy, która jest z tym mocno związana. Czasem możemy czuć opór przed proponowaniem klientowi płatnej usługi – mieć myśli, że klient powie, że to za drogo albo że tego nie potrzebuje. Myślę jednak, że jest kilka powodów, dla których warto wiedzieć, że to dla was korzystne i pozytywnie wpłynie na relacje z klientami. Przede wszystkim sam fakt, że będziecie mieli usługę abonamentową opartą na zabezpieczaniu stron klientów, buduje wasz profesjonalny wizerunek. Klient będzie postrzegał was jako ludzi, którzy biorą temat zabezpieczeń i backupów na serio – nie że macie zainstalowaną jakąś wtyczkę od bezpieczeństwa, która coś tam robi, tylko podchodzicie do tematu konkretnie, a strona, którą stworzyliście albo którą się opiekujecie, ma dla was taką samą, jeśli nie większą wartość jak dla klienta. Ten profesjonalny wizerunek popłaca: kiedy klient będzie miał problem, zadzwoni do nas, żeby się poradzić, a my będziemy mogli mu odpowiednio podpowiedzieć, jakie rozwiązanie wybrać – często nawet w nietechnicznej sprawie, marketingowej, dotyczącej rozwoju firmy czy wyboru wtyczki. To działa też w drugą stronę: jeżeli będziemy mieli bardzo dobrą relację z klientem, a on będzie widział, że jesteśmy profesjonalistami i zabezpieczamy także jego stronę, to w przyszłości, kiedy będzie potrzebował wdrożenia, nowej strony czy poprawek – czegoś, co da nam pracę i pozwoli wystawić fakturę – przyjdzie do nas. Dzięki temu, że będziecie budować relacje z klientem również w oparciu o cykliczne rozliczenia, będzie was postrzegał jako większych profesjonalistów i wróci za jakiś czas z nowym biznesem, nową stroną czy zmianami. To inwestycja w przyszłe zlecenia. Ważne jest też uświadomienie sobie, że klient tak naprawdę nie chce robić żadnej z tych rzeczy. Funkcje, które tu opisaliśmy, to dla klienta najczęściej po prostu koszmar. Mam wrażenie, że klienci, z którymi rozmawiam, chętniej przeszliby po rozżarzonych węglach, niż logowali się do hostingu i cokolwiek sprawdzali. Bądźcie więc przekonani, że ratujecie klienta przed czymś, czego nie chce robić, i dajecie mu wyjście – a skończy się tym, że będzie wam wdzięczny, że wykonujecie pracę, której on robić nie chce. Ostatnia rzecz to odpowiedzialność. Jeżeli nie powiemy klientowi, że jego strona może mieć potencjalne problemy i że trzeba wykonywać backupy, i nie wskażemy mu odpowiedniej drogi, a coś się wydarzy, klient mógłby mieć do nas pretensje: jak to, wiedziałeś i nie powiedziałeś? Moja rada jest więc taka, żebyście wykorzystali tę możliwość jako sposób na poprawienie relacji z klientem, zbudowanie profesjonalnego wizerunku i zdjęcie z głowy klienta problemów związanych z bezpieczeństwem i regularnymi pracami na stronie, których nie chce wykonywać. Na koniec powiem szerzej o funkcji, o której tylko wspomniałem, przechodząc przez ustawienia konta – o raportach. To też może bardzo dobrze wpłynąć na relacje z klientami. W tym miejscu możecie dodać własny logotyp – ja akurat dodałem jakiś przykładowy – oraz wybrać kolor swojej marki, powiedzmy niebieski. Dzięki temu możecie potem dla witryny wygenerować raport bezpieczeństwa w waszych kolorach i z waszym logotypem. Przy monitoringu jest przycisk „raport bezpieczeństwa”: można wygenerować zwykły raport na własny użytek z logotypem aplikacji albo raport brandowany waszą marką. Można nawet włączyć wysyłkę takiego raportu na wasz mail i przesłać go klientowi. Składa się z podstawowych informacji, takich jak data ostatniego backupu czy to, ile czasu strona działała w danym miesiącu. Spróbuję pobrać raport i otworzyć go w przeglądarce – dzięki temu klient będzie widział, że wykonujecie pracę na tej stronie i że nie płaci co miesiąc fakturki za samo płacenie, tylko że opieka nad stroną jest wykonywana. Widzicie teraz raport?
Sylwia:
Chyba masz udostępnioną jedną kartę przeglądarki, więc nie widać. O, teraz widać.
Tomek:
Okej. Otworzyłem PDF dla tej strony za kwiecień. Mam w nim informacje, że w kwietniu strona była dostępna w 100%, backup wykonano w konkretnym dniu i tyle zajmował, wersję PHP, SSL i listę wszystkich wykonanych aktualizacji. To pozwoli wam pokazać klientowi, że pracowaliście nad stroną. To, że macie oprogramowanie, które was wyręcza, niewiele zmienia – to też wasza ekspertyza – ale dzięki temu klient może postrzegać was jako profesjonalną firmę świadczącą kompleksową usługę, choć tak naprawdę jedyne, co zrobiliście, to dodaliście stronę do aplikacji i wyklikaliście to w panelu. Mam pytanie od Beaty: czy klient ma wiedzieć, że korzystamy z Korgi? Zostawiam to trochę wam do decyzji. Mam partnerów, którzy mówią wprost, że korzystają z takiego wewnętrznego narzędzia w komunikacji z klientem. Klient może o tym wiedzieć, ale nie musi – musicie sami zdecydować. Zauważam, że klientów często w ogóle nie interesuje, jakie prace wykonujecie i w jaki sposób. Podejrzewam, że nie o każdym oprogramowaniu informujecie klienta – że instalujecie taką wtyczkę czy korzystacie z takiego czy innego programu – ale to wasza decyzja. Większość moich partnerów raczej nie informuje, że korzysta z Korgi – traktują to jako własną wewnętrzną aplikację i nie obarczają klienta wiedzą, która nie jest mu do szczęścia potrzebna.
Sylwia:
Czy klient może sam sprawdzić, że korzystamy z Korgi? Czy będzie to gdzieś widział? To pewnie też dziewczyny interesuje.
Tomek:
W samym WordPressie nie jest to widoczne gołym okiem. Jeżeli wejdziemy do panelu i w edytor plików, znajdziemy konkretne pliki z zapisami podpisanymi nazwą Korgi. Myślę jednak, że chodzi bardziej o to, czy macie dobre relacje z klientem i czy będzie on szukał dziury w całym. Jeżeli rozmawiamy z ludźmi, którzy po prostu płacą wam za zdjęcie z głowy pewnego kłopotu, to nie trzeba obawiać się dochodzenia.
Sylwia:
Klienci są też generalnie świadomi, że do opieki nad stroną korzystamy z jakiejś aplikacji, więc myślę, że nie będzie problemu, nawet jeśli powiecie, że korzystacie z takiego, a nie innego narzędzia. Dziewczyny, macie jakieś pytania? Chyba na razie nic się nie pojawiło. Pokazałeś, jak umówić się na rozmowę – jeśli byłybyście zainteresowane partnerstwem, jak najbardziej zachęcam, a przy okazji rozwiejecie wątpliwości, jeżeli ktoś będzie je miał po obejrzeniu powtórki. Dzięki, Tomek, bardzo, za temat automatyzacji WordPressa. W kursie też mówię o aktualizacjach i backupach jako o must have, ale w kontekście ręcznego robienia wszystkiego. To na pewno fajna alternatywa i przede wszystkim ułatwienie, jeżeli macie wielu klientów, a nie jedną stronę – to duże usprawnienie pracy. I tak jak pokazałeś w kalkulatorze, można na tym zarobić, bo opieka u was na pewno nie kosztuje tyle co abonament, tylko więcej. Myślę, że nawet przy środkowym pakiecie możecie jeszcze sporo zarobić. Dzięki ci mega, Tomek. Mam nadzieję, że osoby skorzystają z powtórki i będą się do was zgłaszać – trzymam kciuki, żeby było ich coraz więcej.
Tomek:
Dziękuję za zaproszenie – rozmowa o tym była dla mnie dużą przyjemnością i mam nadzieję, że to, co powiedziałem, się wam przyda. Na koniec powiem jeszcze, że każdy, kto do nas przyjdzie i powoła się na to, że dowiedział się o nas od Sylwii z tego webinaru, że jest ze Specek, dostanie na pierwszą stronę trzy miesiące gratis oraz rabat. Wystarczy podczas spotkania powołać się na to, skąd o nas wiecie.
Sylwia:
O, super, dzięki! Myślę, że dziewczyny skorzystają. Piszą, że dzięki, super, bardzo wartościowe – bardzo się cieszę. Myślę, że to fajne narzędzie: sprawdźcie, przetestujcie, a zobaczycie, że może naprawdę usprawnić wam pracę. Dzięki wam serdecznie jeszcze raz za spotkanie i do usłyszenia. Cześć, cześć!
Tomek:
Dzięki, cześć!








